Pojawienie się wirusa SARS-CoV-2 przyniosło negatywne konsekwencje nie tylko związane z naszym zdrowiem. Wywróciło do góry nogami życie wielu z nas, wymusiło zmiany do których często nie umiemy się przystosować i wpłynęło także na wypalenie zawodowe.

Zazdrość, chociaż niektórzy lubią się tego wypierać, jest jednym z najczęściej towarzyszących nam w życiu uczuć. Czego zazdrościmy? Sukcesów, pieniędzy, związków i czuć… Dlaczego zazdrościmy? Zdaniem ekspertów wszystko opiera się na niskim poczuciu własnej wartości i niepewności. Czy zazdrość to normalne uczucie? Wyłącznie niszczy czy może potrafi coś zbudować? I jak razić sobie z zazdrością?

Zazdrość

Żyjemy w dobie Internetu, który nie tylko ułatwia nam komunikację z innymi, ale także pozwala „podglądać” ich życie, a przynajmniej ten fragment, który pragną nam zaprezentować. Zazdrościmy egzotycznych podróży, kariery, związków i przyjaźni. Jesteśmy zazdrośni także o wszelkiego rodzaju dobra materialne. Nie radzimy sobie także z problemem zazdrości w związkach. Social media sprzyjają różnego rodzaju interakcjom w sieci. Możemy zaobserwować, czy nasz partner polubił czyjeś zdjęcie, kogo dodał do znajomych, czy kto skomentował jego wpis. Czy to słuszne? I dlaczego jeszcze zazdrościmy, będąc w – wydawałoby się szczęśliwej – relacji?

Zazdrość w związku

Istnieje kilka powodów, dla których jesteśmy zazdrośni o naszych partnerów. Najczęściej postrzegamy rzeczywistość przez złe doświadczenia z przeszłości, które są niczym kula u nogi, która nie pozwala nam iść na przód. To co było, przykładamy do tego co jest i doszukujemy się podobieństwa. Jeśli ktoś nas zdradził, szukamy objawów tego, że zdradza nas kolejny parter. Zazdrościmy też z powodu niskiego poczucia własnej wartości – jeśli my dostrzegamy wyłącznie swoje wady, nie potrafimy zrozumieć, że ktoś może widzieć w nas piękno. Bywamy zazdrośni również wtedy, kiedy nasz partner jest atrakcyjny oraz kiedy nie jesteśmy pewni przyszłości naszych relacji.

Zazdrość i medycyna

Zazdrość nie jest pozytywnym uczuciem i najczęściej krzywdzi nas samych. O ile nie zmotywuje nas do działania to nie wzmacnia nas w żaden sposób, a krok po kroku niszczy. Nas, nasze związki, inne relacje i bliskie nam osoby. Skrajne przykłady toksycznej zazdrości, jak np. Zespół Otella, wymagają już zewnętrznej pomocy. Konieczna może okazać się psychoterapia, a nawet leczenie psychiatryczne. Jeśli przez zazdrość dochodzi do awantur, rękoczynów i zachowań, o które nie podejrzewalibyśmy siebie lub partnera – wsparcie będzie konieczne.

Jak sobie radzić z zazdrością?

W przypadku zwykłej zazdrości, która jednak również potrafi mieć moc spalająca, czasem wystarczy szczera rozmowa. Musimy otworzyć się i komunikować to, z czym mamy problem. Jeśli jesteśmy zazdrośni o znajomych partnera, niewystarczający w naszym poczuciu czas spędzany wspólnie, czy chociażby o jego aktywności w social mediach – jedynym wyjściem jest szczerość i dialog. Nie możemy zadręczać się wizją rozpadającej się relacji, ponieważ wtedy nigdy nie będziemy czerpać radości z niej teraz, kiedy ona trwa. Warto też popracować nad poczuciem własnej wartości. Unikaj porównywania się z innymi, tak nie pozbędziesz się własnych kompleksów. To dotyczy zarówno zazdrości w związkach jak i w innych aspektach życia. Należy doceniać to, co udało się osiągnąć samemu, zamiast ciągle porównywać, do czego doszli inni – każdy boryka się bowiem z innymi problemami, a sukces rzadko kiedy sam spada z nieba.

 

Utrata włosów to powszechny problem, który może wynikać zarówno z choroby, jak i naturalnych procesów związanych ze starzeniem się organizmu. Osoby z łysieniem doświadczają niższej samooceny, gorzej oceniają jakość życia i postrzegają swoje ciało jako nieatrakcyjne. Często rozwija się u nich depresja i zaburzenia lękowe. Pacjenci odczuwają skutki zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Stosowane leczenie obejmuje farmakoterapię oraz pomoc psychologiczną. Na łysienie z psychologicznego punktu widzenia patrzy dla nas Kamilla Mielniczek, psycholog i terapeuta.

Mindfulness to ćwiczenia umysłu, które pomogą ci w walce z negatywnymi emocjami, stresem, złością czy depresją. To sztuka obserwacji otoczenia i czerpania z tego spokoju. Czy uważność, jaką jest mindfulness, naprawdę może poprawić jakość naszego życia?

Czym jest mindfulness? W pędzie dzisiejszego świata łatwo jest przestać zauważać zwykłe momenty codzienności. Stresujemy się, przejmujemy jednymi „błahostkami”, zupełnie nie zauważając innych, tych naprawdę godnych chwili uwagi. W stresie, złych emocjach, ze złością i stanami depresyjnymi gnamy ku niepewnemu jutru, całkowicie pomijając codzienność – to, co mamy tu i teraz.

Mindfulness, czyli owa uważność chwili, to technika wywodząca się jeszcze z filozofii buddyjskiej, sprzed ponad 2500 lat. Chodzi tu o to, by każdą chwilę przeżywać świadomie – tak łatwiej poradzimy sobie, jeśli przyjdą te cięższe. Ta technika pracy nad własnym umysłem nie jest związana z żadną religią i może być praktykowana przez każdego.

Mindfulness ćwiczenia

Aby zaaplikować mindfulness w swoje życie należy rozpocząć ćwiczenia. Na początek wystarczy zaledwie kilka minut dziennie. Należy wybrać czynność, którą akurat wykonujemy – może to być picie herbaty, obieranie warzyw, znienawidzone prasowanie czy nawet zmywanie naczyń. Zamiast podchodzić do tego bezrefleksyjnie bądź odwrotnie – ze złością i niezadowoleniem – należy skupić się na detalach i przeżywanej chwili. Np. obserwować, jak paruje żelazko, jak prostują się zagniecenia na materiale pod wpływem ciepła, jak parzy się herbata, jak rozgrzewający płyn wypełnia przełyk, jak promienie słońca wpadają do pokoju. Im częściej wprowadzimy się w stan kontemplacji chwili, tym bardziej będziemy oddalać się od złych emocji czy myśli. Nie oceniamy, nie analizujemy, obserwujemy i po prostu – jesteśmy.

Przy technikach uważności bardzo ważny jest także oddech. To na nim i na otaczającej nas rzeczywistości musimy skupić się, kiedy dopadają nas przykre chwile. Wystarczy 10 oddechów, by powrócić do „tu i teraz”, jeśli ktoś lub coś wyprowadzi nas z równowagi.

Dobrym, wstępnym, elementem treningowym technik mindfulness jest także wyłączenie tzw. „autopilota” i zerwanie z rutyną. Wybierajmy inne miejsca na spacery, docierajmy do pracy inną drogą, zróbmy zakupy w innym sklepie, wybierzmy inny napój z rana, zamiast wyjść na kolację w weekend, świętujmy w środku tygodnia. Tym samym nadamy zwykłym, codziennym chwilom, zupełnie inną rangę.

 

O dysmorfofobii, czyli zaburzonym obrazie własnego ciała i wynikających z tego cierpieniach, z profesor Katarzyną Kucharską z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie rozmawia Paweł Grzybowski.

Regularne i udane współżycie seksualne ma znaczący wpływ na dobre funkcjonowanie fizyczne i psychiczne, a co za tym idzie, również na wygląd zewnętrzny. Wpływ zadowolenia z życia seksualnego na atrakcyjność jest związany również z większą potrzebą i gotowością zadbania o swoje ciało poprzez odpowiednią higienę i pielęgnację. Świadomość udanego życia erotycznego i doświadczanie satysfakcji, wzmacnia poczucie wartości, wpływając korzystnie na przeżywanie i prezentowanie własnej atrakcyjności.

Autor: Kamilla Mielniczek

Amerykańska psychiatra Naomi Greenblatt, podsumowując badania przeprowadzone w Royal Edinburgh Hospital, stwierdziła zależność pomiędzy aktywnością seksualną kobiet a ich urodą - panie, które uprawiają satysfakcjonujący seks przynajmniej cztery razy w tygodniu, wyglądają średnio o dziesięć lat młodziej, niż wskazywałby na to ich wiek. Za ten efekt odpowiedzialne są wydzielane podczas kontaktów seksualnych substancje, pozytywnie działające na cały organizm.

Hormony szczęścia

Wiodący jest tutaj hormon DHEA, który zmniejsza oznaki starzenia się skóry, poprawia wygląd cery i włosów, sprzyja zachowaniu szczupłej sylwetki, a także korzystnie wpływa na kondycję fizyczną, witalność, nastrój, radzenie sobie ze stresem, zwiększa odporność, podnosi jakość snu, co ma olbrzymie znaczenie dla urody. Poza tym, w trakcie seksu wielokrotnie wzrasta poziom tzw. hormonów szczęścia.
Jednym z nich jest dopamina, odpowiedzialna za poczucie radości, przyjemności i rozkoszy. Kolejny to serotonina, wywołująca dobry nastrój, podtrzymująca wysoką samoocenę oraz pewność siebie. Wśród substancji odpowiedzialnych za przeżywanie zadowolenia, najważniejsze są jednak endorfiny, które dają odprężenie i stan błogości. „Hormony szczęścia”, przeciwdziałając skutkom stresu, mają moc odmładzającą, nie tylko w zakresie profilaktyki, ale również niwelowania już istniejących niedoskonałości.
Podczas zbliżeń seksualnych uwalniana jest też oksytocyna, zwana „hormonem przytulania”, która poza tym, że sprzyja powstawaniu więzi emocjonalnej i uczucia miłości, ma pozytywny wpływ na ciśnienie krwi.
U kobiet uprawiających seks regularnie wyższy jest poziom estrogenów, czyli hormonów płciowych odpowiedzialnych m.in. za młody i atrakcyjny wygląd oraz poziom libido. Na przykład w okresie, gdy kobieta karmi piersią poziom estrogenów jest bardzo niski, co wpływa na niechęć do zbliżeń.
Ponadto współżycie seksualne, jak każda aktywność pobudzająca pracę wielu grup mięśni, działa na organizm dobroczynnie, bo wzmacniania kondycję fizyczną, modeluje sylwetkę oraz poprawia krążenie krwi, co przyspiesza eliminację toksyn, sprawia, że skóra jest bardziej jędrna, nawilżona, ma zdrowszy koloryt. Urodzie sprzyja również sam wysiłek powodujący redukcję tkanki tłuszczowej - obliczono, że podczas półgodzinnych intensywnych zabaw seksualnych można spalić około dwustu kalorii.
Wpływ zadowolenia z życia seksualnego na atrakcyjność jest związany również z większą potrzebą i gotowością zadbania o swoje ciało poprzez odpowiednią higienę i pielęgnację. Regularne współżycie w przypadku mężczyzn, ma również znaczenie dla zachowania sprawności seksualnej, m.in. zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia problemu przedwczesnego wytrysku lub kłopotów z erekcją na tle emocjonalnym – długa przerwa w kontaktach intymnych może zwiększać ryzyko pojawienia się niepewności i lęku, które zaburzają funkcjonowanie. Świadomość udanego życia erotycznego i doświadczanie satysfakcji, wzmacnia poczucie wartości, wpływając korzystnie na przeżywanie i prezentowanie własnej atrakcyjności.

Atrakcyjność fizyczna

Życie seksualne jest tą sferą, w której atrakcyjność fizyczna ma olbrzymie znaczenie. Z nią związane jest pożądanie i możliwość odbycia stosunku. Pobudzenie zależy od obecności czynników, które dla danej osoby są seksualnie atrakcyjne, zatem nie tylko wygląd partnera ma znaczenie, ale również jego zapach, tembr głosu, sposób zachowania w kontaktach intymnych, rodzaj dotyku, a u mężczyzn również obecność dodatkowych elementów, np. kobiecej bielizny, które wzmacniają podniecenie.
Upodobania decydujące o zainteresowaniu seksualnym drugą osobą są indywidualne, stąd brak bezpośredniego przełożenia urody w znaczeniu kulturowych wyznaczników piękna, na atrakcyjność seksualną. Nie zmienia to faktu, że większości mężczyzn odpowiada podobny typ kobiecej budowy, świadczący o zdrowiu i płodności, czyli m.in. zaokrąglone biodra, wydatne piersi, ładna cera, gęste włosy. To ewolucyjne zaprogramowanie podlega jednak wpływom czynników biologicznych i środowiskowych, kształtujących indywidualne preferencje, np. uwarunkowaniu nabywanemu podczas pierwszych doświadczeń seksualnych.
Dla kobiet sam wygląd mężczyzny, jego twarz i sylwetka, ma drugorzędne znaczenie, a atrakcyjność wiąże się bardziej z jakością relacji, kontekstem sytuacyjnym oraz zachowaniem partnera podczas aktu miłosnego. Wciąż nie do końca zbadana jest rola tzw. feromonów, czyli substancji wydzielanych przez wiele gatunków zwierząt, służących m.in. prokreacji, które prawdopodobnie obecne są również u ludzi i mają wpływ na pojawianie się tego, co potocznie nazywane jest „chemią” w relacji erotycznej. Według badań amerykańskiej genetyk Barbary McClintock w pocie i oddechu mężczyzny znajdują się związki decydujące o tym, czy będzie on atrakcyjny seksualnie dla danej kobiety.

Brak chęci

Odmienny przebieg rozwoju seksualnego mężczyzn i kobiet, sprawia, że w inny sposób u obu płci funkcjonuje zależność sfery emocjonalnej oraz seksualnej. Kobiecie trudniej oddzielić uczucia od seksu, co sprawia, że konflikty i odczuwana złość częściej niż mężczyźnie odbierają jej ochotę na współżycie. Jeśli tego rodzaju przerwa w kontaktach trwa dłużej, para może już nie powrócić do wcześniejszego funkcjonowania – pierwotny problem utrwala się, nawarstwia, a w kochankach stopniowo zanika seksualne zainteresowanie partnerem, co często jest procesem nieodwracalnym. Profesor Zbigniew Lew-Starowicz szacuje, że już okres około trzech tygodni unikania kontaktów intymnych jest dla relacji seksualnej niebezpieczny. Brak chęci do zbliżeń powodowany urazami, może być nieświadomy - wówczas zanikanie współżycia wydaje się niezrozumiałe dla obojga partnerów lub uświadomiony i wtedy polega na niezależnym od woli spadku gotowości do uprawiania seksu, rozpoznawanym jako efekt konfliktów albo jest „karaniem”, czyli umyślnym hamowaniem czułości niezależnie od potrzeb. Jeśli w związku pojawiają się niekorzystne zmiany w aktywności seksualnej, z powodu których przynajmniej jedna ze stron czuje dyskomfort, ważna jest rozmowa o problemie i próba znalezienia rozwiązania samodzielnie lub przy pomocy psychologa bądź seksuologa.

Gra wstępna

Powiedzenie, że gra wstępna rozpoczyna się od porannej kawy, jest całkowicie uzasadnione – aby życie seksualne było udane, czułość i zainteresowanie drugą osobą nie może ograniczać się do sypialni. Prawdziwa, choć oparta na oczywistym uproszczeniu, jest banalnie brzmiąca zasada, że w udanym związku kobieta czuje się fizycznie atrakcyjna dla swojego partnera, a mężczyzna doceniony w codziennym funkcjonowaniu, umiejętnościach.
Poza brakiem wzajemnego zadbania o swoje potrzeby i wspomnianymi wcześniej konfliktami, życie erotyczne zaburzają również zmęczenie i brak czasu na pielęgnowanie tej sfery oraz nieumiejętność rozmawiania o seksualności, zamykanie jej w obszarze tabu. Powoduje to, że para nie wymienia się informacjami dotyczącymi jednej z najważniejszych dziedzin wspólnego życia.
Brak nawyku zatrzymywania się i przyglądania jakości kontaktów intymnych jest m.in. efektem pomijania tematu seksualności w rodzinach pochodzenia, nietraktowania tej części relacji na równi z innymi, co, poprzez kształtowane wzorce bliskości, zostaje przekazywane kolejnym pokoleniom. Dla satysfakcjonującego współżycia ważne jest nie tylko naturalne dopasowanie partnerów pod względem poziomu libido i preferencji seksualnych, ale także komunikowanie swoich upodobań, dzielenie się fantazjami, potrzebami w sposób nieskrępowany. Również w tej sferze uzgodnienie oczekiwań, omawianie problemów jest niezbędne.

Różne rodzaje stymulacji

Stały związek, z perspektywy psychologicznej, tworzy najlepsze warunki do rozwoju satysfakcjonującej relacji miłosnej oraz funkcjonowania w rolach związanych z płcią. Jednak są w niego wpisane również znaczące utrudnienia dla życia seksualnego. W ten sposób może oddziaływać nieograniczona dostępność partnera, towarzyszenie sobie w sytuacjach niesprzyjających fizycznej atrakcyjności oraz przyzwyczajenie do bodźców seksualnych związanych z daną osobą.
W sferze seksualnej, podobnie jak we wszystkich innych, potrzebna jest świadomość własnego wpływu na jakość funkcjonowania, poczucie odpowiedzialności, zaangażowanie, dążenie do rozwoju, przezwyciężanie kryzysów i stagnacji. Zależnie od indywidualnych upodobań kochanków, współżycie może być mniej lub bardziej urozmaicone, jednak to właśnie różnorodność i korzystanie z wielu form rozbudzania pożądania cechuje pary, które określają swoje pożycie jako bardzo udane.
Urozmaicenie może dotyczyć miejsca uprawiania miłości, którym wcale nie musi być sypialnia. Można np. wprowadzać do współżycia zabawy w wannie lub pod prysznicem.
Wybór ulubionej pozycji seksualnej jest istotny, jednak korzystne są także zmiany, pozwalające na doznawanie różnego rodzaju stymulacji. Silnie pobudzające może być włączanie do seksu w parze elementów masturbacji. Poza intymnymi częściami ciała, wrażliwe na dotyk są również inne miejsca - u większości osób szyja, kark, płatki uszu, pośladki. Koncentracja na pieszczeniu tych okolic stanowi ważny element gry wstępnej.
Para dążąca do urozmaicenia współżycia może też odgrywać ustalone scenariusze, realizujące fantazje seksualne. Sama rozmowa o seksie jest pobudzająca i wzmacnia pożądanie. Wszelkie gry i gadżety erotyczne, jeśli nie są nadużywane, również służą relacji seksualnej. Ponieważ podniecenie powstaje pod wpływem bodźców odbieranych różnymi zmysłami, poza dotykiem, istotne są wrażenia wzrokowe, dźwiękowe, w tym słowa wypowiadane przez partnera, które mogą kreować atmosferę aktu. W miarę trwania związku, bodźce seksualne związane z ciałem partnera oddziałują inaczej, wówczas szczególnie istotne stają się doznania płynące z innych zmysłów.

Niedopasowanie

Poza skrajnymi przypadkami na jakość kontaktów seksualnych nie ma wpływu budowa anatomiczna. Odpowiednio dobrane pozycje niwelują ewentualne niedopasowanie. Wśród technik seksualnych istnieją odpowiednie na każdy rodzaj trudności.
Najczęstszym problemem par jest poszerzona przestrzeń pochwy po porodzie, co udaje się naprawić trenując mięśnie Kegla, najlepiej przy użyciu tzw. kulek gejszy. Po stronie mężczyzny jakość stosunku może zmieniać zbyt mały członek, przy czym ważna dla satysfakcji kobiety jest raczej szerokość penisa w stanie wzwodu niż jego długość, ponieważ najwrażliwsza na stymulację część pochwy znajduje się najbliżej wejścia.
Istotna dla funkcjonowania jest biologiczna zasada, że członek mały powiększa się w trakcie erekcji bardziej, niż duże prącie, a pochwa podczas stosunku, dopasowuje się kształtem do objętości penisa. Poza odpowiednio dobranymi pozycjami, w uzasadnionych przypadkach, skuteczne okazują się zabiegi ginekologii estetycznej.

Przedwczesny wytrysk

Czas stosunku seksualnego potrzebny do osiągnięcia orgazmu jest sprawą indywidualną. Poprzez różne techniki mężczyzna może opóźnić wytrysk, przedłużając przyjemność doświadczaną z samej stymulacji. Chociaż nie ma określonej normy dla prawidłowej długości stosunku, to na potrzeby diagnostyki seksuologicznej przyjęto czas trwania kontaktu poniżej jednej minuty (mierzony od momentu umieszczenia członka w pochwie do ejakulacji) jako kryterium tzw. przedwczesnego wytrysku, który powinien zostać poddany terapii. Leczenie obejmuje techniki bazujące na trenowaniu powstrzymywania wytrysku poprzez hamowanie ruchów frykcyjnych, ucisku penisa w okolicy wędzidełka napletka, stosowanie leków.
Kobieta zwykle potrzebuje więcej czasu, aby osiągnąć orgazm. Regularnie prowadzone badania w tym zakresie pokazują, że u Polaków penetracja w akcie genitalnym zajmuje średnio 14 minut i jest to wskaźnik stały od lat, natomiast coraz mniej czasu poświęca się na grę wstępną – w 2005 było to 20 minut, obecnie 15 minut. Rozbudzenia potrzebują głównie kobiety, ze względu na odmienność reakcji fizjologicznych, jednak również mężczyźni podczas pieszczenia partnerki, zwiększają pożądanie, co wzmacnia wzwód i siłę doznań w trakcie seksu. Nie jest prawdą, że im dłuższa gra wstępna, tym lepiej, ponieważ po upływie pewnego czasu napięcie seksualne kobiety będzie spadać, najlepiej więc przejść do penetracji, gdy partnerka reaguje wystarczającym podnieceniem do odbycia satysfakcjonującego stosunku.

Nierealizowane potrzeby

Życie erotyczne przestaje być satysfakcjonujące nie tylko ze względu na monotonię i nudę, brak wiedzy o upodobaniach partnera, czy zaburzoną relację w wymiarze emocjonalnym. Istotny okazuje się również brak dbałości o higienę, zaniedbywanie pielęgnacji swojego ciała, utrata potrzeby funkcjonowania w roli osoby atrakcyjnej seksualnie, a w pewnym momencie, zwłaszcza u mężczyzn, wyraźne staje się „rozleniwienie”, niechęć do podejmowania aktywności, nastawienie na przyjmowanie, bez motywacji do zaspokajania partnerki.
Tymczasem, według badań nad seksualnością kobiet, przeprowadzonych przez prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza w 2016 roku oraz raportu „Seksualność Polaków 2017” prof. Zbigniewa Izdebskiego, potrzeby seksualne pań rosną i są nierealizowane - wiele uprawia seks z poczucia obowiązku, nie czerpiąc z tego satysfakcji, a ochotę na zadowalające współżycie deklaruje coraz więcej seniorek.

Problemy z zaburzeniami

Z wiekiem, potrzeby co do współżycia zmniejszają się za sprawą zmian w gospodarce hormonalnej. Inne są również możliwości odbycia stosunku, zwłaszcza u mężczyzn. Problemy z zaburzeniami wzwodu pomagają rozwiązać środki farmakologiczne – najpopularniejszym jest sildenafil, rozpowszechniony jako lek o nazwie Viagra. Poza tabletkami wydawanymi na receptę, sprzedawane są też suplementy, których działanie terapeutyczne nie jest potwierdzone. Jedynym środkiem z tej grupy, dostępnym bez wizyty u lekarza, który rzeczywiście może wzmacniać erekcję, jest arginina w dawce tysiąc miligramów dziennie – jej działanie nie ma charakteru natychmiastowego, lecz przyjmowana w dłuższym okresie, daje szansę na poprawę funkcjonowania seksualnego u mężczyzn. W ostatnim czasie pojawiły się w aptekach tabletki zawierające małą, nieterapeutyczną dawkę sildenafilu, do kupienia bez recepty.

Piwo? Raczej nie…

Ze względu na to, co służy udanemu współżyciu, lato powinno być dla kochanków czasem najlepszego funkcjonowania. Ponieważ ochota na seks związana jest z wysokim poziomem wspomnianych już wcześniej endorfin, wszystko, co pobudza ich wydzielanie, pozytywnie wpływa na życie seksualne.
Endorfiny gromadzą się w dużej ilości podczas uprawiania sportu, tańca, ekspozycji na promienie słoneczne, jedzenia czekolady, również niektórych pikantnych przypraw, jak chili. Libido rośnie też po spożyciu alkoholu, lecz tylko do pewnego poziomu, po którym zwykle spada i pojawiają się problemy z erekcją u mężczyzn i osiągnięciem orgazmu u kobiet. Poza negatywnym wpływem alkoholu na funkcje seksualne, w sposób szczególnie niekorzystny działa chmiel, z którego wytwarzane jest piwo. Roślina ta zawiera fitoestrogeny, czyli substancje działające w organizmie człowieka podobnie do żeńskich hormonów, które osłabiają funkcjonowanie seksualne mężczyzn.

Pomoc seksuologa

Ponieważ seks jest nie tylko źródłem siły psychicznej i fizycznej, ale również sferą związaną z zaburzeniami, w której ujawniają się inne problemy psychologiczne, także relacyjne, warto konsultować trudności ze specjalistą, jak w każdej innej dziedzinie życia. Diagnostykę i leczenie chorób dotyczących seksualności prowadzą lekarze seksuolodzy oraz psycholodzy o tej specjalności.
W Polsce istnieją nieliczne poradnie patologii więzi i leczenia zaburzeń seksualnych, gdzie pomoc pacjentom udzielana jest w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. Od niedawna można też, w ramach świadczeń NFZ, poddać się terapii uzależnienia od seksu. Jednak większa część pacjentów, wymagających pomocy seksuologicznej, korzysta z pomocy prywatnych gabinetów.
W przypadku problemów w sferze seksualnej, podobnie, jak w wielu innych, czas nie leczy, a jedynie utrwala zaburzenia, zarówno na poziomie fizycznym jak i psychologicznym. Niestety tylko mała część osób cierpiących na choroby w tym zakresie, korzysta z pomocy. Ze względu na mniej jawne dysfunkcje u kobiet, które tylko w nielicznych przypadkach uniemożliwiają odbycie stosunku, częściej sięgają po pomoc seksuologa mężczyźni. U większości przyczyną zgłoszenia jest przedwczesny wytrysk lub zaburzenia wzwodu, natomiast wśród kobiet najbardziej powszechną dolegliwość stanowi niechęć do współżycia z partnerem i brak orgazmów.
Realizacja potrzeby seksualnej jest niezbędna dla doświadczania dobrostanu w życiu, co nie oznacza, że każdy człowiek musi uprawiać seks, aby mógł poczuć się spełniony - zależy to od poziomu libido, decyzji o abstynencji (jak w przypadku celibatu) oraz możliwości sublimacji, czyli przekierowania popędu na inne sfery.

Emocje wpływają na nasze zachowanie, reakcje ciała, a nawet wygląd. Są nam potrzebne, ale bywają destrukcyjne. Jak przejąć nad nimi kontrolę i poprawić jakość swojego życia?

Emocje lubią przejmować nad nami władzę. Widzimy to w sytuacjach, w których dajemy się im ponieść, po czym – kiedy już mija emocjonalne poruszenie – zazwyczaj żałujemy, że tak się stało. Mówimy wtedy: „działałem w emocjach, moje zachowanie nie było właściwe”. Pojawia się poczucie winy i obietnica składana samemu sobie: nigdy więcej!

Co wówczas robimy? Próbujemy wmówić sobie, że emocje nie powinny przejmować nad nami władzy, co zazwyczaj oznacza chęć całkowitego pozbycia się ich. I tu, niestety, popełniamy błąd. Nie da się wyzbyć emocji w ogóle, bo bez nich bylibyśmy bezdusznymi maszynami, niezdolnymi do jakiegokolwiek działania. Emocjonalny celibat pewnie mógłby się sprawdzić w jakiejś tybetań-skiej jaskini, ale w codziennym życiu, rywalizacji, bez emocjonalnego imperatywu trudno dać sobie radę.

Świadomość daje kontrolę

Umiejętności wynikające z inteligencji emocjonalnej nie pozostawiają wątpliwości: zarządzanie emocjami nie polega na tym, by się ich wyzbyć, ale na tym, aby być ich świadomym i jednocześnie je kontrolować. I nie ma znaczenia, czy kontrola oznacza ich wzmocnienie, wygaszenie, czy też bierną obserwację. Znaczenie ma wyłącznie to, kto kim zarządza.

Jeśli emocje rządzą nami, a tak się dzieje, kiedy tracimy panowanie nad sobą, to prędzej czy później odczujemy na swoim zdrowiu destrukcyjną siłę tego mechanizmu. Jeśli zaś odzyskujemy kontrolę nad naszym systemem emocjonalnym, to tym samym otwieramy niezwykle ważne drzwi do samopoznania. Zaś im lepiej znamy samych siebie, tym mniej problemów sami sobie stwarza-my.

Inteligencja emocjonalna

Umiejętności inteligencji emocjonalnej można sklasyfikować według czterech podstawowych obszarów. Pierwszy to umiejętność odkrywania emocji we własnym wnętrzu. To świadomość tego, jaką konkretną emocję odczuwamy i co z tego wynika. Jakich fizycznych reakcji organizmu możemy się spodziewać? Co będzie się działo na poziomie mentalnym? Do jakich działań będzie nas ta emocja skłaniała?

Druga część, to nasza reakcja w obliczu pojawienia się konkretnej emocji. Ocena naszej umiejętności autoregulacji systemu emocjonalnego. To zdolność dzięki której przetwarzamy wiedzę nabytą z systemu w aktywność – tu decydujemy do jakich słów i czynów dochodzi w efekcie pojawienia się emocji.

Trzecia część, to nasza świadomość emocji pojawiających się w innych ludziach. Czy jesteśmy w stanie prawidłowo rozpoznać stan emocjonalny osoby z którą wchodzimy w interakcje? Jaki komunikat od niej otrzymujemy? Czy umiemy dostrzec co jest źródłem jej emocji? Czego możemy się po niej spodziewać?

Ostatnia ćwiartka odpowiada za zarządzanie emocjami obecnymi w drugim człowieku. Określa naszą zdolność do wywierania wpływu na jego system emocjonalny.
Powyższe umiejętności wydają się oczywiste, ale nasze codzienne doświadczenia pokazują, że tak naprawdę są rzadkością. A przecież dużo łatwiej jest nam uporać się z emocjami własnymi i innych, gdy nauczymy się je rozumieć. Kiedy pojawi się w nas świadomość, która jest pierwszym krokiem, by odzyskać nad nimi władzę i wieść lepsze życie.

Poczucie własnej wartości

Emocje, które odczuwamy w konkretnych sytuacjach mogą mieć istotny wpływ na naszą samoocenę. Tak dzieje się na przykład w sytuacjach, w których jesteśmy silnie zidentyfikowani z opinią innych na nasz temat, lub wówczas, kiedy emocje stoją u źródła jakości budowanych przez nas relacji.

Silna i jednocześnie nie zrealizowana potrzeba akceptacji, w określonych warunkach, stworzy poczucie odrzucenia, a to jest już bardzo bolesne.

Badania przeprowadzone przez zespół Naomi Eisenberger z Uniwersytetu Kalifornii oraz Kiplinga Williamsa z Uniwersytetu Purdue wykazały, że społeczne odrzucenie aktywuje te same ośrodki w mózgu, które są aktywowane podczas odczuwania fizycznego bólu. Co więcej, silna, emocjonalna identyfikacja z opinią innych na nasz temat jest ściśle związana z poczuciem własnej wartości.

Kiedy w takiej sytuacji otrzymujemy sygnały akceptacji płynące z otoczenia, własna samoocena będzie się utrzymywała na oczekiwanym poziomie. Jednak w sytuacji, w której te sygnały przestaną być dostarczane, samoocena zapikuje w dół, natychmiast przekładając się na pogorszenie naszego samopoczucia i spadek społecznej aktywności.

Jeśli „wyhodujemy” w sobie takie wzajemne uzależnienie, to prędzej czy później będziemy musieli za to zapłacić sporą ceną, której głównym przejawem będzie cały wachlarz negatywnych emocji.

Ten mechanizm działa również w drugą stronę – jeśli w ocenie i traktowaniu innych kierujemy się niekontrolowanymi emocjami, a tak się dzieje na przykład wówczas, kiedy emocje w kontaktach z innymi biorą górę nad racjonalnym myśleniem, to wówczas nie jesteśmy zdolni do budowania trwałych i spełnionych relacji. I dotyczy to wszelkich konfiguracji: od budowania związków, przez relację rodzic-dziecko, aż po naszą aktywność zawodową.

Emocje a wygląd

Każda odczuwana przez nas emocja związana jest z konkretną fizyczną reakcją ciała. Mimo, że efekt ten jest różny u różnych osób, można wskazać pewne wzorce takich reakcji.

Na przykład u wielu ludzi odczucie silnego stresu wiąże się z napięciem w okolicach brzucha, złość powoduje przykurcze w plecach itp. Te fizyczne reakcje często umykają naszej uwadze, bo przecież w trakcie silnego wzburzenia jesteśmy pochłonięci źródłem wzburzenia. Jednak mimo, iż ich nie dostrzegamy, fizyczne reakcje ciała w obliczu działania emocji są obecne zawsze.

Jeśli często i długotrwale poddawani jesteśmy takiemu mechanizmowi, prędzej czy później w naszym ciele zaczną się pojawiać widoczne zmiany. Najlepszym przykładem jest tutaj wrogość, którą można wyczytać z ludzkiej twarzy. Kiedy w dzieciństwie mamy do czynienia z ponadprzeciętnymi przykładami gniewnych, wrogich zachowań, to zaczynamy się uwrażliwiać na ich przejawy. Nasz mózg podświadomie działa jak radar poszukujący sygnałów wrogości nawet tam, gdzie ich nie ma. Ten nawyk zaczyna pełnić funkcję mechanizmu obronnego. Uznajemy, że czyjaś twarz wyraża wrogość i sami odpowiadamy wrogością. A to z kolei powoduje, że zaczynamy robić na innych wrażenie osób stale nastawionych wrogo.

Ciekawe badania w tym zakresie przeprowadzono w marcu 2018 roku na Uniwersytecie Vermount. Badane dzieci, w wieku od 9 do 11 lat, które pochodziły z domów o zawyżonym stopniu konfliktów i były narażone na ponadprzeciętną recepcję domowych awantur, wykazywały tendencję do przypisywania cech wrogich twarzom, które wyrażały neutralne emocje.

Emocje a zdrowie

Opanowanie i uregulowanie naszego emocjonalnego systemu jest kluczowe dla zachowania zdrowia. Zrównoważony świat emocji staje się wówczas naszym przyjacielem, a nie wrogiem. Dzięki temu potrafimy podejmować trafniejsze decyzje życiowe, nabieramy dystansu do świata i samych siebie. Budujemy bardziej spełnione, wartościowe i trwałe relacje.

Już samo wykształcenie narzędzi i technik ujarzmiania stresu eliminuje z naszego życia sporo problemów zdrowotnych. Długotrwałe działanie kortyzolu, hormonu wytwarzanego w trakcie sytuacji stresowych, może być zabójcze dla zdrowia – lista chorób, które mogą pojawić się w efekcie takiego działania jest olbrzymia: od chorób układu krążenia aż po nowotwory. Warto zatem zadbać o właściwą równowagę systemu, a to, jak już wcześniej wspomniałem, nie oznacza sytuacji, w której stajemy się robotami. Kluczem nie jest „emocjonalny celibat”, ale świadome zarządzanie własnymi emocjami.

Emocje same w sobie są bowiem niezwykle cenne – to dzięki nim tak naprawdę funkcjonujemy, to one stają się siłą napędową naszej aktywności i to one często chronią nas w sytuacjach zagrożenia. Pozbycie się ich, czy też próba tworzenia jakiejś emocjonalnej bariery, to droga donikąd.

Zarządzanie emocjami, a zatem umiejętność utrzymania emocjonalnego systemu w równowadze, to świadomość posiadania emocji i jednocześnie takie techniki regulacyjne, by nasze emocje nie wyrządzały nam, ani naszemu otoczeniu, szkody.

Jak je ujarzmić?

Mówiłem już, że pierwszym krokiem do zapanowania nad własnym systemem emocjonalnym jest świadomość. Kiedy pojawia się silna emocja, a my nie jesteśmy jej świadomi, to wówczas ma ona otwartą drogę do tego, by przejąć kontrolę nad naszym działaniem. Na przykład, gdy wpadamy w złość, działamy odruchowo, irracjonalnie. Potem, kiedy emocja mija, zazwyczaj żałujemy tego, co wcześniej zrobiliśmy. Mówimy: „nie byłem sobą, złość wzięła nade mną górę”. To właśnie efekt utraty panowania nad sobą. Dzieje się tak nie tylko w przypadku silnych wzburzeń, ale też w sytuacjach, w których w systemie pojawia się mała emocja, której na zewnątrz nie widać, a na skutek której podejmujemy niewłaściwe decyzje, dokonujemy złych wyborów, czy też zacho-wujemy się w nie do końca przemyślany sposób.

Świadomość tego, że w systemie zaszła emocjonalna zmiana otwiera możliwość zarządzania naszym stanem. Kiedy jestem w pełni świadomy tego, że pojawiło się silne wzburzenie, to jednocześnie jestem też świadomy, że podjęcie działań w tym stanie niesie ze sobą duże prawdo-podobieństwo popełnienia błędu. To sytuacja, w której na przykład orientuję się, że nie ma sensu odpowiadać na maila, który doprowadził mnie do wściekłości, bo moja odpowiedź będzie wyłącz-nie dyktowana wściekłością, a nie racjonalnym oglądem sprawy.

Tu i teraz

W trenowaniu emocjonalnej świadomości zawsze pomocna jest uważność (mindfulness), bo to dzięki niej jesteśmy w stanie egzystować w taki sposób, by nasza głowa była dokładnie w tym samym miejscu, co nasze ciało.

Tymczasem wiele emocji ma swoje źródła w przeszłości (w naszych przefiltrowanych wspomnieniach tego, co się stało) i w przyszłości (w antypacyjnych wyobrażeniach tego, co ma się wydarzyć). A odzyskanie kontroli nad systemem emocjonalnym jest możliwe wyłącznie tu i teraz. Bo tylko tu i teraz otwiera się okno emocjonalnej świadomości. Przecież z emocjami przeszłymi i przyszłymi niewiele możemy zrobić. Jednak w teraźniejszości, w sytuacji, w której w naszym systemie pojawia się konkretna emocja, możemy już uczynić bardzo wiele.

Autor: Jarosław Gibas

Źródło: Uroda i Medycyna (19)

Ben Utecht przeszedł pięć wstrząsów mózgu, John Keller przez 70 dni był w śpiączce. Obydwaj mieli ogromne problemy z pamięcią, ale dziś to już przeszłość. Okazało się, że trening umysłu przydaje się  nie tylko uczniom, chcącym poprawić wyniki w nauce, ale także osobom po ciężkich urazach mózgu.

Czy oglądaliście film „Wstrząs” z Willem Smithem? To historia dr Benneta Omalu, który znalazł dowody na związek mikrowstrząsów oraz urazów głowy sportowców z ich późniejszymi chorobami. Również Ben Utecht, gracz NLF zmagał się z mikrourazami głowy. Sytuacja mogłaby się skończyć bardzo źle, gdyby nie trafił do specjalisty, który pomógł mu trenować… mózg.

Pamięć wyćwiczona na nowo

Ben Utecht (ur. 1981 r.) zaliczany był do grona najlepszych zawodników futbolu amerykańskiego. Grał w drużynie Indianapolis Colts i przyczynił się m.in. do wygranej w mistrzostwach Super Bowl w 2007 r. Kolejnym krokiem w jego karierze miał być związek z Cincinnati Bengals. Kontrakt opiewający na 9 mln dolarów zwiastował kolejne sukcesy, ale niestety, podczas jednego z treningów Utecht doznał wstrząsu mózgu i stracił przytomność. Zawodnik trafił do szpitala, a badania wykazały, że Utecht miał za sobą jeszcze cztery inne wstrząsy, o których nawet nie wiedział. To był początek końca kariery sportowca - i to właśnie w momencie, gdy wydawał się osiągać szczyt.

Żona futbolisty urządziła na jego 30. urodziny przyjęcie-niespodziankę. Impreza udała się wyśmienicie, a po przyjęciu Ben spędził 3 dni ze swoim przyjacielem. Weekend był bardzo udany – tak przynajmniej twierdził przyjaciel, ale – ku jego przerażeniu – sam Utecht nie był w stanie powiedzieć na ten temat zupełnie nic. Minione dni całkowicie zniknęły z jego pamięci. To był pierwszy tak wyraźny sygnał problemów.

Z czasem luki w pamięci stawały się coraz bardziej dotkliwe. Mężczyzna zaczął pisać listy do żony i czwórki swoich córek, chcąc w ten sposób zachować choćby okruchy ulatującej pamięci. Ostatecznie z zapisków tych powstała książka, w której przedstawił swoją życiową filozofię i wszystko, co chciałby przekazać swoim dzieciom – nawet, gdyby pewnego dnia przestał rozpoznawać najbliższych.

Trudno uwierzyć, że dziś pamięć Bena Utechta wydaje się być zupełnie dobra! Jak to możliwe? Ratunkiem okazał się trening – intensywny, momentami trudny, ale niezwykle skuteczny. Utecht cztery razy w tygodniu, za każdym razem po 2,5 godziny, wykonywał ćwiczenia pamięciowe pod okiem trenera umiejętności poznawczych, pracującego metodą Brain Rx. Jedno z ćwiczeń polegało np. na zapamiętaniu losowych słów i liczb, by potem bezbłędnie odtworzyć je z pamięci. Tego typu ćwiczenia pozwalają na tworzenie w mózgu nowych ścieżek neuronowych i zastępowanie nimi tych, które tak jak w przypadku Utechta, nie działały poprawnie.

W sumie trening trwał 100 godzin na przestrzeni 20 tygodni. Wcale nie dużo, jeśli weźmiemy pod uwagę rezultaty. W teście wykonanym na początku treningu, jego pamięć krótkotrwała klasyfikowała się na zastraszającym poziomie zaledwie 12 centyli. Pamięć długotrwała była natomiast na poziomie 17-latka, a więc człowieka mającego znacznie mniej wspomnień niż 30-letni mężczyzna. Po treningu te same testy dały wyniki 78 centyli dla pamięci krótkotrwałej oraz 98 centyli dla długotrwałej. Na papierze – rewelacja, ale co to oznacza w praktyce?

Jak powiedział w jednym z wywiadów były sportowiec, przed rozpoczęciem treningu gubił się już w połowie zdania, zapominając słów. Nie był w stanie prowadzić normalnych rozmów. Natomiast po treningu tego typu trudności zniknęły całkowicie. Co prawda Utecht nie odzyskał wspomnień, które już utracił w wyniku doznanych wstrząsów mózgu, ale dzięki ćwiczeniom przestał tracić kolejne. Nowe doświadczenia były już zapamiętywane bez problemów i nie ulatywały z pamięci nawet po dłuższym czasie.

Obecnie Utecht nie jest już sportowcem, ale z powodzeniem realizuje zupełnie inną karierę. Jest piosenkarzem, a jako muzyk nie tylko wydaje nowe płyty, ale też koncertuje i zdobywa nagrody. Dodatkowo stał się także rzecznikiem amerykańskiego towarzystwa lekarskiego American Academy of Neurology, przyczyniając się w ten sposób do rozpowszechniania wiedzy na temat korzystnych dla zdrowia efektów, jakie dają treningi kognitywne (rozwijające mózg).

Od śpiączki do pełnej sprawności

Przypadek Bena Utechta nie jest odosobniony. Wiele osób doświadcza problemów z pamięcią z powodu rozmaitych urazów lub tak jak John Keller – ulegają ciężkim wypadkom.  Sytuacja Kellera jest zresztą jeszcze bardziej skrajna.

W 2009 roku 33-letni mężczyzna jechał motocyklem – bez kasku i bez odzieży ochronnej. W pewnym momencie z impetem uderzył w niego samochód, niemalże wystrzelając motocyklistę w powietrze. Ciało mężczyzny przefrunęło nad kilkoma pasami jezdni!

Keller przeżył, ale jego stan był bardzo zły. Zmiażdżona miednica, poważny uraz mózgu, brak kontaktu – lekarze nie dawali mu szans. Mężczyzna spędził w śpiączce 70 dni, przeszedł 14 operacji, a na szpitalnym łóżku spędził prawie rok. Potrzeba było wiele pracy, aby w końcu zaczął poruszać się o własnych siłach oraz mówić. Przychodziło mu to z wielkim trudem, ale dla rodziny już sam fakt, że wracał do aktywności, była powodem do radości, a dla lekarzy ogromnym zaskoczeniem. Gorzej, że jego pamięć była w rozsypce. Na przykład, jeśli ktoś mu się przedstawił, po 30 sekundach rozmowy zapominał jego imienia.

Keller nie chciał się jednak poddać. Swoją sprawność fizyczną ćwiczył przez kilka godzin dziennie na siłowni, doceniając każdy, nawet minimalny postęp. Aby poprawić stan swojego mózgu, zainteresował się natomiast metodą Brain Rx. Dziś można powiedzieć, że trening kognitywny okazał się przełomem. Jak powiedział Keller w jednym z wywiadów, „trening ten był bardzo pomocny w przywróceniu moich synaps mózgowych do normalnego poziomu”.

Dość powiedzieć, że po kolejnych kilku miesiącach mężczyzna zupełnie nie przypominał osoby, którą był tuż po wypadku. Co ciekawe, trening poznawczy nie tylko poprawił pamięć, ale wpłynął też na poprawę wymowy, słuchu, a nawet wzroku. Wydaje się to niezwykłe, jednak w mózgu wszystkie te procesy są ze sobą ściśle powiązane.

Intensywna praca z mózgiem, również w tym przypadku przyniosła bardzo konkretne rezultaty. Jak duże okazały się zmiany? W internecie można znaleźć film pokazujący Kellera w śpiączce oraz po powrocie do zdrowia. „Nowszy” John sprawia wrażenie mężczyzny w pełni sprawnego, a nawet całkowicie zdrowego. Trudno uwierzyć, że ten inteligentny i płynnie wypowiadający się mężczyzna mógł być kiedyś w stanie wegetatywnym.

Trening mózgu (nie tylko) dla uczniów

Zarówno Ben Utecht, jak i John Keller włożyli dużo pracy w to, by poprawić stan swojego zdrowia. Obydwaj postanowili wytrenować swój mózg, by zmienić jakość swojego życia, ale co warto też zauważyć, obydwaj już wcześniej uprawiali sporty i byli aktywni. Można więc sądzić, że zakorzenione było w nich przekonanie, iż nie ma efektów bez działania, a sukces wymaga determinacji. Taka postawa z pewnością pomogła im również podczas ćwiczeń pamięciowych.

Do niedawna metody, jakimi pracowali wspomniani Amerykanie była niedostępna w Polsce. W Stanach Zjednoczonych metoda Brain Rx jest rozwijana od lat ’80 XX wieku, ale w Polsce pierwszy certyfikowany ośrodek pojawił się dopiero w tym roku. Przedstawione wyżej przykłady pokazują, że trening mózgu jest możliwy nawet w skrajnych sytuacjach, a więc po medycznie zdiagnozowanych urazach. Jednak większość osób korzystających z ćwiczeń kognitywnych to… uczniowie szkół podstawowych.

- Metoda ta została opracowana przede wszystkim po to, aby pomóc w rozwijaniu umiejętności poznawczych u dzieci, które mają trudności w nauce. Metoda Brain Rx pozwala niejako „uszczelnić” mózg, dzięki czemu nowe informacje pozostają w pamięci, zamiast „wyciekać” – mówi Marcin Janiec z ośrodka Brain Gym w Warszawie. – Wyniki badań dotyczących około 2000 dzieci pokazują, że na takim treningu bardzo dużo zyskują zarówno uczniowie z umiarkowanymi trudnościami w nauce, jak i ci, u których zdiagnozowano np. ADHD, dysleksję, zaburzenia deficytu uwagi (ADD) czy nawet zaburzenia ze spektrum autyzmu – podkreśla.

Skuteczność treningu kognitywnego jest konsekwencją faktu, że tego typu ćwiczenia umysłowe wzmacniają zarówno uwagę, pamięć, czy szybkość przetwarzania informacji, jak i powiązania między poszczególnymi umiejętnościami poznawczymi. Podczas ćwiczeń w mózgu tworzą się nowe ścieżki neuronowe, które ułatwiają elastyczne korzystanie z nowej wiedzy. W efekcie poprawia się np. płynność czytania, koncentracja uwagi, czy też szybkość zapamiętywania.  Trening ma wpływ zarówno na sam proces uczenia się (dziecko uczy się szybciej), jak i na wyniki w nauce (informacje są lepiej zrozumiane i pozostają w pamięci na długo).

Ponieważ korzyści z tego typu treningów najbardziej doceniają rodzice dzieci w wieku szkolnym, to właśnie uczniowie najczęściej korzystają z treningów umiejętności poznawczych. Tak naprawdę jednak sprawność umysłu można ćwiczyć w każdym wieku i bez względu na stan zdrowia. A historie Bena Utechta i Johna Kellera stanowią dowód, że trening mózgu może przynieść spektakularne efekty – i to nawet w bardzo trudnych sytuacjach.

Źródło: mat. prasowe

Pewność siebie często może być kwestią, której zbytnio nam brakuje. Jednak jest to aspekt, który w dużym stopniu ułatwia nam życie. Chętniej nawiązujemy nowe kontakty, podejmujemy się ciężkich wyzwań, bardziej doceniamy siebie samych. Utracić ją mogliśmy z wielu powodów, które miały miejsce w naszej przeszłości. Na szczęście jest to kwestia, którą da się odbudować, jeżeli wiemy jak zwiększyć swoją pewność siebie.

Zaakceptuj siebie / bądź sobą

Pewności siebie może nam brakować, jeżeli niekoniecznie cenimy własną osobowość. W naszym umyśle mogliśmy utworzyć idealny obraz siebie samego - którego w żadnym stopniu nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Niekoniecznie mamy wpływ na wszystkie nasze cechy, warto je najzwyczajniej w świecie zaakceptować i nie przepraszać za nie. Należy być dumnym ze swojej osobowości.

Przekraczanie granic strefy komfortu

Pytając jak być pewnym siebie mężczyzną / kobietą warto przekraczać swoją granicę komfortu. Co to znaczy? Często polega to, na wykonywaniu rzeczy, które według nas były nieosiągalne. W wielu sytuacjach sami wytwarzamy sobie granice. Twierdzimy, że nie nadajemy się do danej pracy, nie poradzimy sobie w nowym środowisku, nie będziemy w stanie chodzić regularnie na siłownie... Warto skończyć z ograniczeniami, które sztucznie sami tworzymy. Dokonać czegoś, co dawniej było dla nas niewykonalne.

Asertywność

Niska pewność siebie często idzie w parze z brakiem asertywność. Nie wierzymy, że będziemy w stanie wyrazić swoją opinię. Preferujemy unikania konfliktów, tłumienie swoich emocji natomiast z czasem negatywnie będzie odbijać się na naszej psychice. Umiejętność asertywności ciężko jest zdobyć szybko, dlatego należy podjąć się odpowiedniego treningu. Początkowo możemy na osobności ćwiczyć głośne i wyraźne mówienie, obserwować w lustrze naszą mowę niewerbalną. Z czasem głośmy przed innymi nasze potrzeby oraz opinie. Małymi krokami dojdziemy do swojego celu.

Własna pasja

Zastanawiając się jak być bardziej pewnym siebie - warto odnaleźć własną pasję, której będziemy oddani. Bez znaczenia, czy będzie to sport, czytanie książek, malowanie, gra na instrumencie, czy renowacja starych samochodów - pasja w dużym stopniu udowodni nam, że wykonujemy pewne postępy w danej dziedzinie. Z czasem staniemy się ekspertem, co w dużym stopniu rozwinie naszą pewność siebie.

Coaching stał się obecnie niezwykle popularną dziedziną. Nic w tym dziwnego. Dzięki temu ludzie mogą dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem w najróżniejszych aspektach. Ogromna różnorodność pozwala więc łatwo znaleźć osobę, która pomoże rozwikłać problem, z którym możemy się zmagać. Jest w tym jednak pułapka. Wybór jest tak duży, że dobrze się jest zastanowić jak znaleźć najlepszego coacha.

Od czego zacząć w poszukiwaniu najlepszego coacha?

W pierwszej kolejności warto zabrać informacje na temat coachingu. Dowiedz się, jakie są możliwości. Musisz również dokładnie zdefiniować czego oczekujesz, jakie cele chcesz osiągnąć i skonkretyzować oczekiwane rezultaty. Jest to konieczne, ponieważ musisz dobrze rozpoznać problem, żeby się nim zająć z pomocą odpowiedniego coacha. Kiedy masz już określony typ coachingu możesz zacząć szukać odpowiedniej osoby. W takim razie jak wybrać dobrego coacha z całej listy propozycji?

Kwalifikacje i Akredytacje

Problem z wyborem polega na tym, że nawet niewykształceni ludzie mogą tytułować się coachem. Jak to możliwe? Nie jest to zawód regulowany. Z tego powodu osoba może skorzystać z parodniowego kursu i teoretycznie już może udzielać porad w charakterze coacha. W praktyce wiąże się to z dużym ryzykiem. Coach bez odpowiedniego przeszkolenia może bagatelizować nasz problem, wykonywać błędne analizy, udzielać niepraktycznych lub wręcz szkodliwych rad. Bardzo ważne więc jest dokładne przyjrzenie się osobie z którą mamy współpracować pod względem rzetelności.

Coacha należy sprawdzić w kilku kwestiach: akredytacji, kwalifikacji, umiejętności oraz referencji. Czym są akredytacje? Jest to potwierdzenie posiadanych umiejętności udzielane przez odpowiednie stowarzyszenia. Dobry coach powinien posiadać akredytację (np. w formie certyfikatu) udzieloną przez ICF (International Coach Federation), ICC (International Coaching Community), IIC (International Institute of Coaching) lub PSC (Polskie Stowarzyszenie Coachingu). Istotne jest jednak rozróżnienie między członkostwem, a potwierdzeniem kompetencji. Członkostwo oznacza tylko tyle, że osoba opłaciła składkę wymaganą przez dane stowarzyszenie.

Umiejętności to nie wszystko. Najlepszy coach może pochwalić się różnorodnymi referencjami. To klienci, z którymi pracowała dana osoba powiedzą nam najwięcej. Dowiemy się jakie efekty osiągnęli oraz czy praca przebiegała komfortowo i sprawnie. To najlepsze źródło, które pomaga określić poziom profesjonalizmu coacha.

Skorzystaj z darmowej sesji

Pierwsza sesja u coacha powinna być darmowa. Jest to standard - sprawdź więc czy jest ona w ofercie. Pomoże ci ona dowiedzieć się o warunkach współpracy oraz rozwieje ewentualne wątpliwości. Ponadto sprawdzisz, czy twój osobisty mentor będzie umiał nawiązać z tobą pewien rodzaj więzi. Przecież nawet najbardziej profesjonalny coach nie zdoła ci pomóc, jeśli nie będziesz potrafił mu swobodnie powiedzieć o swoich problemach. Możesz umówić się nawet z kilkoma coachami. Wtedy już nie będziesz się zastanawiał jak znaleźć dobrego coacha, tylko który lepiej potrafi mi doradzić w mojej sprawie.

Facebook

reklama
Dermaceutic
reklama
DMK
reklama
Test MRT
reklama
Gabinet Bella
reklama
Face & Body
reklama
Uroda i medycyna

Zatrzymaj Mlodosc TV

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

Baner