Dr Marek Wasiluk: Ostrożnie z tym kwasem

W ostatnich miesiącach spotykam się z narastającą falą powikłań po podaniu kwasu hialuronowego. Choć to jeden z najpopularniejszych preparatów w medycynie estetycznej, uznawany za łatwy w stosowaniu i bezpieczny, powoduje coraz więcej problemów. Warto więc wiedzieć, co robić, gdy dzieje się coś niepokojącego, bo czas ma tutaj ogromne znaczenie.

Tygodniowo dostaję po kilkanaście maili opisujących przypadki powikłań. Przychodzą też pacjentki, które trzeba ratować po nieudanych zabiegach w innych gabinetach. Oto trzy przykłady.

Po kwasie jak po pobiciu

Stała pacjentka. Przychodzi raz na pół roku na minimalne korekty twarzy. Ostatnio była we wrześniu. Tym razem prosi o konsultację. Gdy wchodzi, nie poznaję jej. Wygląd jak po ciężkim pobiciu – twarz zapuchnięta, z nierównymi obrzękami. Wyciągam jej zdjęcia sprzed pół roku – szok! Nic dziwnego, że jej nie poznałem…

Pacjentka mówi, że ma dentystkę, do której chodzi od dwudziestu lat. Podczas ostatniej wizyty lekarka powiedziała, że teraz zajmuje się także medycyną estetyczną i zapytała, czy nie chce sobie czegoś wstrzyknąć. Pacjentka się zgodziła - efekt widzimy w moim gabinecie.
Wyglądała naprawdę źle. Nie była w stanie powiedzieć, jaki kwas jej podano. Wiedziała tylko, że pochodził z butelki. To dziwne, bo standardowo kwas hialuronowy jest sprzedawany w strzykawkach, na które przed zabiegiem tylko nakłada się igłę. W butelkach sprzedaje się kwasy do mezoterapii, ale taki wchłonął by się w ciągu kilku dni.

Pacjentka nie miała natomiast wątpliwości ile kwasu jej podano – 5 ml. Zapytałem, ile zapłaciła. Zabieg przy użyciu 5 ml kwasu kosztował nieznacznie mniej, niż u mnie za 1 ml. Taka cena oznacza jedno – preparat nie pochodził z wiarygodnego źródła.
Największym problemem było jednak to, w jaki sposób go podano. Zrobiono to źle, nie w tych miejscach, gdzie należy i na niewłaściwej głębokości. Co robić?

Na początek wstrzyknąłem pacjentce preparat rozpuszczający kwas hialuronowy. Ponieważ takiej ilości kwasu nie da się rozpuścić na raz, musieliśmy umówić się na kolejną wizytę. Koszt pozbycia się efektów okazyjnego zabiegu będzie więc dużo wyższy niż oszczędności. O stresie i zagrożeniu dla zdrowia nie wspominam.

 Wałki pod oczami

Pacjentka, lat 50+, zgłosiła się po ratunek. Poszła do jakiegoś gabinetu medycyny estetycznej z problemem zmarszczek pod oczami. Ktoś podał jej w zmarszczki gęsty kwas hialuronowy. W efekcie, zamiast wyprostowanych zmarszczek, ma pod oczami wałeczki.

Wypełnianie zmarszczek w okolicach oczu nie jest prostą sprawą - nie zawsze daje dobry efekt. Póki pacjent jest w miarę młody, raczej nie ma problemu. Ale u pacjentów w wieku 50+ skóra w tej okolicy jest wiotka, ścieńczała, tkanka podskórna jest w zaniku. Właściwie podawanie kwasu w zmarszczki mija się z celem. Nie tylko gęstego, ale i rzadkiego, po którym po prostu nie będzie widać efektu.

W tym przypadku mamy więc do czynienia z modelowym nieodpowiednim dobraniem metody do problemu. Dlaczego lekarz, do którego pacjentka poszła, nie spojrzał szerzej i nie zaproponował innej terapii? Może do niczego innego nie był przygotowany. Są lekarze, którzy „odmładzanie” sprowadzają do stosowania dwóch preparatów: kwasu hialuronowego i botoksu. Zabrakło mu też wiedzy - powiedział pacjentce, że wałki rozejdą się po 2-3 tygodniach. Nie rozeszły się jednak, co było oczywiste…

Usta jak po użądleniu

W trybie pilnym zgłosiła się dziewczyna znajomego, która kilka godzin wcześniej wykonała w jakimś gabinecie zabieg powiększania ust kwasem hialuronowym. Nie był to jej pierwszy zabieg tego typu. Robiła go już wcześniej i była zadowolona. Teraz, po rocznej przerwie, wybrała inny gabinet. Zabieg robiła rano, ok. godz. dziewiątej, u mnie zjawiła się w południe.

W ciągu zaledwie trzech godzin doszło u niej do niezwykle intensywnej, gwałtownej reakcji alergicznej na kwas hialuronowy. W efekcie warga zrobiła się olbrzymia.

Nadwrażliwość na kwas zdarza się, ale zazwyczaj ma spokojny, rozłożony w czasie przebieg - narasta w ciągu kilku dni lub nawet tygodni. Tutaj stało się inaczej. Usta były napuchnięte, czerwone, niezwykle bolesne. Kobieta nie dała się dotknąć. W pierwszej kolejności musiałem więc znieczulić grube włókna nerwowe na twarzy, żeby móc wykonać kolejny etap - rozpuszczenie podanego kwasu. Otrzymała też doustnie leki. Na szczęście udało się dosyć szybko opanować sytuację i przywrócić wargę do w miarę normalnego stanu.

Próbowaliśmy dojść, co mogło się stać? Podobno był to dobry preparat, z wyższej półki cenowej. Wyglądało to dziwnie, tym bardziej, że pacjentka robiła zabieg u kosmetyczki, gdzie pracuje się na ogół na tańszych preparatach. Zabieg, mimo iż wykonany drogim preparatem, był tani. Mniej więcej o połowę tańszy, niż wykonywany tym konkretnym preparatem w innych gabinetach. I to budzi podejrzenia, bo przy tej cenie zabiegu zarobek kosmetyczki musiał być mikroskopijny, więc z ekonomicznego punktu widzenia cały proceder był dla gabinetu nieopłacalny. Może kosmetyczka kupiła preparat w jakiejś promocyjnej cenie, wierząc, że jest to porządny HA, a tymczasem była to podróbka? Niestety, podróbki są na rynku coraz powszechniejsze….

Skąd się biorą powikłania?

Kilka lat temu większość powikłań po HA wynikała ze złego sposobu podania kwasu. Obecnie ich przyczyną coraz częściej jest nietolerancja, objawiająca się reakcjami alergicznymi lub nadwrażliwością, stanami zapalnymi, zwłóknieniami i bardzo nieestetycznym wyglądem. Ale nie tylko. Są też inne powody.

1. Zabiegi wykonują osoby niekompetentne, które proponują pacjentowi zabieg HA, gdy nie ma do niego wskazań, a co gorsze, gdy są oczywiste przeciwwskazania.

2. Stosowany kwas hialuronowy jest coraz niższej jakości. Nie sam kwas jest winny, ale skłonność gabinetów do oszczędzania. Kiedyś było na rynku kilkunastu producentów i większość z nich produkowała dobre preparaty. Było też powszechnie wiadomo, które z nich są dobre, a które nie. Dziś rynek się rozrósł, za grosze przez Internet można kupić kwas hialuronowy takich firm, o których istnieniu większość lekarzy nigdy nie słyszała i które być może w ogóle nie mają certyfikatów. Co gorsza, nawet jeśli kupuje się niby oryginalny kwas znanej marki, ale robi się to w niepewnym miejscu, to tak naprawdę nie wiadomo, czy nie jest on podróbką. Szczególnie, jeśli cena jest okazyjna.


3. Zapomina się o tym, że nie każdemu pacjentowi można wszystko wstrzyknąć. Ważna jest też ilość podawanego kwasu, głębokość i wiele innych czynników.

Źródło: UiM (17)


 

marek wasiluk
Dr Marek Wasiluk
specjalista medycyny estetycznej.
Ekspert w dziedzinie laseroterapii.
Prekursor i poszukiwacz nowych
rozwiązań medycznych.
Pomysłodawca i założyciel kliniki
Triclinium.

Facebook

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

baner JADE

APTOS BANNER FINAL

 

banerek 300 250 ETHEREA

BANER KONFERENCJA NG 300X250

banerek 300 250 INFINITY

Zatrzymaj Młodość TV

Baner