Kto dziś ma czas na codzienne zakupy, gotowanie, robienie przetworów? Pożądamy jedzenia trwałego, łatwego w przechowywaniu i przygotowaniu. I tylko czasem zastanawiamy się dlaczego boli nas brzuch, dostaliśmy wysypki, nie możemy się wyspać? Za niektóre z naszych problemów mogą odpowiadać dodatki do żywności.

Ostatnie pięćdziesiąt lat, to okres gwałtownego rozwoju przemysłu spożywczego i przetwórstwa żywności. Dzięki zastosowaniu odpowiednich metod konserwowania, przez cały rok nasze oczy cieszą sterty owoców i warzyw, które wcześniej były dostępne tylko sezonowo. Na półkach mamy ogromny wybór płatków, musli, koncentratów, zup, sosów, dipów, konserw, a na stoiskach wędliniarskich szynki, kiełbasy, pasztety i garmażerkę o wymyślnych nazwach i w różnych cenach.

Także wśród półproduktów i dań gotowych każdy może znaleźć coś dla siebie. Są produkty light, fit, bezcukrowe, beztłuszczowe, niskosłodzone, „100% czystego”, idealne na śniadanie, na obiad, na kolację, na przekąskę...

Rośnie rynek żywności wygodnej, bo kto dzisiaj ma czas na codzienne zakupy, gotowanie, pieczenie, czy robienie przetworów? Klient pożąda towaru trwałego, łatwego w przechowywaniu i przygotowaniu. Większość z nas nie zastanawia się co producent dodał, jakiej technologii użył, żeby jego „dzieło” było trwałe, zachęcało do kupienia i zapewniało mu odpowiednie zyski. Mało kto czyta etykiety, wie co oznaczają symbole E lub inne przemyślne nazwy zastępcze. Niewielu zada sobie pytanie, co wchodzi w skład kiełbasy po 7 złotych za kilogram, lub szynki po 10 złotych, jeżeli kilogram żywej świni kosztuje obecnie około 5 złotych.

Oszukani zgodnie z prawem

Przemysł spożywczy nie jest instytucją charytatywną i na swoich wyrobach musi zarobić. Z pomocą przyszły mu przepisy dopuszczające stosowanie różnego rodzaju dodatków do żywności. W Polsce obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady z 16 grudnia 2008 roku w sprawie dodatków do żywności.
W założeniach ma ono chronić nas, konsumentów przed stosowaniem w żywności substancji szkodliwych dla zdrowia, określać dopuszczalne stężenia dodatków oraz zabezpieczać przed zatruciami bakteryjnymi lub grzybiczymi. W praktyce rozporządzenie to pozwala na wyprodukowanie 2 kilogramów szynki z kilograma mięsa, ketchupu z minimalną zawartością pomidorów i wielu innych produktów o zadziwiającym składzie.

Dopuszczone do stosowania dodatki do żywności mają być bezpieczne, a producent ma obowiązek poinformować na etykiecie, co wchodzi w skład oferowanego produktu. Sęk w tym, że nie musi podać tego, co dodał jego dostawca. Dla przykładu: masarnia produkuje kiełbasę, do której dodaje gotową mieszankę przypraw kupioną od zakładu X, w której producent owej mieszanki zastosował E223 – pirosiarczyn sodu, jako substancję konserwującą i przeciwgrzybiczą. Na etykiecie kiełbasy znajdzie się wszystko z czego zrobiła kiełbasę masarnia (np. mięso wieprzowe, białka roślinne, białka mleka, E249 azotyn potasu, E340 trójfosforan potasu, E621glutaminian sodu, cukier, E301 askorbinian sodu, aromat dymu wędzarniczego, mieszanka przypraw), ale nie znajdzie się tam pirosiarczyn sodu z mieszanki przypraw! Czyli, zgodnie z prawem, nigdy nie poznamy pełnego składu produktu, który kupujemy.

Wszechobecny glutaminian

Od wieków ludzie szukają sposobów przedłużenia przydatności do spożycia żywności, poprawiają jej smak i wygląd.

Japończycy tradycyjnie dodawali do potraw wodorosty kombu, które wzmacniały ich smak i aromat. W 1908 roku profesor Kikunae Ikeda wyizolował z kombu kwas glutaminowy, który właśnie odpowiada za poprawę smaku. Określił go jako grzybowo-mięsny i nazwał umami, a sam oczyszczony glutaminian sodu w Japonii nazywany jest Aji-no-moto (istota smaku).

Początkowo czysty kwas glutaminowy pozyskiwano z wodorostów, jednakże metoda ta okazała się nieopłacalna na skalę przemysłową. Zaczęto więc szukać tańszych rozwiązań i obecnie kwas glutaminowy, i jego sole, produkuje się z wysokobiałkowych produktów odpadowych otrzymywanych podczas przetwarzania żywności, np. poekstrakcyjnej śruty sojowej z produkcji oleju, glutenu, kazeiny (hydroliza białek), odpadów pomelasowych z produkcji cukru buraczanego, lub z produktów wysokowęglowodanowych – na drodze biosyntezy z udziałem specjalnie wyhodowanych szczepów bakterii.
Światowa produkcja glutaminianu sodu wynosi około 400 000 ton rocznie. Większości konsumentom, szczególnie młodszym, nie smakują już potrawy bez dodatku tego wzmacniacza, a jego spożycie jest ogromne. Może on występować w postaci kryształków (czysty glutaminian sodu), ekstraktu/hydrolizatu drożdżowego (płynnego lub w paście), hydrolizatów białkowych.
Przykładem pasty z ekstraktu drożdżowego jest Marmite – ulubione smarowidło do pieczywa w Wielkiej Brytanii.
Jeżeli więc znajdziemy na etykiecie ekstrakt drożdży, hydrolizat/ekstrakt białek roślinnych/sojowych, niech nie zmyli nas informacja na opakowaniu, że mamy w ręku produkt bez dodatku glutaminianu sodu.

Żyj kolorowo!

Barwienie żywności również jest znane od bardzo dawna. Już kilka tysięcy lat temu używano barwników pochodzenia naturalnego: zwierzęcych, roślinnych i mineralnych. Wykorzystywano rośliny przyprawowe, które poza aromatem dostarczały duże ilości barwników, takie jak curry, szafran, papryka. Chociaż barwienie żywności nie jest niezbędne, to liczne badania podkreślają znaczenie barwy w odbiorze produktu. Stąd tendencja do występowania na rynku żywności i napojów o bardzo intensywnych kolorach.

Szczypta historii

Najstarszymi substancjami konserwującymi są sól, cukier i ocet, a metodami utrwalania – suszenie, wędzenie, kiszenie lub fermentowanie, chłodzenie, peklowanie z użyciem saletry. Metody te były dobre w gospodarstwach domowych, jednak nie spełniały swojej funkcji w produkcji żywności na masową skalę, szczególnie w przypadku zaopatrywania wojska w czasie wojny. Niedożywienie oraz zatrucia zepsutym pokarmem powodowały znaczne straty w armiach.

Próbę rozwiązania tego problemu podjęto we Francji, przez którą właśnie przetoczyła się rewolucja, a armia Napoleona prowadziła liczne wojny w Europie i Afryce. Zachętą była wysoka nagroda, którą w 1810 roku otrzymał cukiernik Nicolas Appert. Jego metoda polegała na umieszczaniu mięsa, owoców lub warzyw w szklanych butelkach, które należało szczelnie zakorkować, a następnie podgrzewać. Tak zakonserwowana żywność była dłużej przydatna do spożycia, a dodatkowo nie traciła koloru ani smaku. Metodę tę do dzisiaj nazywa się apertyzacją.
Kolejnego postępu dokonano w Anglii wprowadzając blaszane puszki. Były one odporniejsze i lżejsze od butelek. Patent na puszki uzyskał w 1810 roku londyński kupiec Peter Durand. Jego pomysł kupiła firma Donkin, Hall and Gamble, która zaczęła zaopatrywać w konserwy brytyjską marynarkę wojenną. Od 1830 r. żywność w puszkach stała się dostępna w londyńskich sklepach.

Od rzemyczka do koniczka

Praktycznie od tego momentu rozpoczęło się przetwarzanie żywności na skalę przemysłową. Z upływem lat ludzie coraz częściej sięgali po żywność wygodną, o długim terminie przydatności do spożycia, kolorową, gotową do podania na stół. Im bardziej rósł popyt na takie produkty, tym większą pomysłowością wykazywali się producenci.

Rozszerzano listę sztucznych dodatków do żywności, które są zdecydowanie tańsze od naturalnych. Zamiast wanilii zaczęto stosować wanilinę, zamiast koszenili (naturalny czerwony barwnik) – syntetyczną czerwień koszenilową. Na ogromną skalę rozwinęła się produkcja syropu glukozowo-fruktozowego i glutaminianu sodu, a także innych chemicznych dodatków do żywności.
Coraz nowocześniejsze technologie pozwalały na produkowanie z miernej jakości surowców, lub nawet ich substytutów i wypełniaczy, ładnie wyglądających, pachnących i smacznych wyrobów. Do żywności dodawano różne substancje, z których wiele wykazywało działanie toksyczne, ale zyski rosły.

Dopiero wprowadzanie uregulowań prawnych dopuszczających konkretne substancje do produkcji żywności ukróciło nieco te zapędy. Obecnie Unia dopuszcza około 400 chemicznych dodatków do żywności (naturalnych i syntetycznych), zaś w Stanach Zjednoczonych dopuszczono ponad 2800 substancji dodatkowych. Substancja dodatkowa może być stosowana w żywności, jeżeli na proponowanym poziomie stosowania nie stanowi zagrożenia dla zdrowia konsumentów lub istnieje uzasadniony wymóg technologiczny, który nie może zostać spełniony w inny sposób, możliwy do zaakceptowania ze względów ekonomicznych i technologicznych.

Eeee tam!

Chemiczne dodatki do żywności są oznaczane symbolem E z numerami identyfikującymi dany związek chemiczny. Dodawane do potraw przyprawy i inne substancje naturalne, takie jak sól, cukier, czy ocet nie są oznaczane symbolem E. To samo dotyczy naturalnych zamienników (białek mleka czy białek roślinnych).

Oczywiście nie wszystkie dodatki są niebezpieczne, przynajmniej dla ludzi zdrowych i nie nadużywających żywności, która je zawiera. Jednak część może być szkodliwa dla wszystkich, szczególnie w połączeniach, w jakich występują w różnych pokarmach. Niestety, wszystkie badania dotyczą poszczególnych dodatków, a nie ich działania w połączeniu z innymi. Stąd dopuszczalne dzienne spożycie poszczególnych substancji może być znacząco zawyżone. Istnieją niepodważalne doniesienia naukowe na temat szkodliwości niektórych dodatków do żywności u dzieci, chorych na astmę, alergików, osób nadwrażliwych i przyjmujących określone leki.

Tak więc zasada, że co cię nie zabije, to cię wzmocni, nie zawsze działa. Chemia w jedzeniu nie zabija od razu, ale powoli uszkadza nasze organy, w tym wątrobę, która musi sobie z całym tym bałaganem radzić. Bowiem organizmowi spożywana przez nas chemia nie jest do niczego potrzebna – musi ją unieszkodliwić lub usunąć.

Gdzie znajdziemy „chemię”?

Praktycznie wszędzie. Największym jej źródłem jest żywność przetworzona. Jednak przeróżnych substancji chemicznych możemy się spodziewać również w świeżych i mrożonych owocach i warzywach, sokach w 100% naturalnych, smakowych jogurtach, maśle, czy niskoprocentowych lub kolorowych alkoholach.

Nagminnie w żywności występują konserwanty:
• Kwas sorbowy E200 i jego sole E201-203
• Kwas benzoesowy E210 i jego sole E211-219
• Dwutlenek siarki E220 i siarczyny E221-228
• Azotany E251-252 i azotyny E249-250.

Kwas sorbowy i sorbiniany, które hamują rozwój pleśni i drożdży, ale wykazują ograniczone działanie w stosunku do bakterii kwasu mlekowego, są stosowane przy produkcji serów i jogurtów. Są one również dobrymi środkami utrzymującym wilgoć. Można je więc znaleźć w wypiekach, serach, jogurtach, galaretkach, winach, suszonych owocach, syropie czekoladowym, świeżych koktajlach owocowych, piklach, sałatkach, sernikach, nadzieniach do ciast, wędlinach, kiełbasach, napojach bezalkoholowych, mrożonej pizzy, pieczywie, skorupiakach, soku cytrynowym, cydrach. Występują również w kosmetykach i niektórych lekach. Nie dodaje się ich do serów z porostem pleśniowym i do serów białych w postaci krajanki i klinków, o krótkim terminie przydatności do spożycia. Kwas sorbowy ma działanie drażniące na skórę.

Kwas benzoesowy i benzoesany to najczęściej używane substancje konserwujące, stosowane w przemyśle spożywczym, farmaceutycznym i kosmetycznym. W praktyce trudno jest znaleźć produkt, który nie byłby nimi konserwowany. W przypadku benzoesanów notuje się wiele niepożądanych reakcji organizmu. Przy dużych dawkach mogą powodować bóle głowy, wymioty, zakwaszenie. U osób z astmą wywołują reakcje pseudoalergiczne – drapanie w gardle, pokrzywkę, napad duszności. Mogą nawet spowodować wstrząs anafilaktyczny, stanowiący bezpośrednie zagrożenie życia.

Dwutlenek siarki i siarczyny to środki przeciwfermentacyjne, bakteriostatyczne i zapobiegające przebarwieniom, wykorzystywane do utrwalania suszonych i kandyzowanych owoców, przerywania fermentacji w winach, piwach i cydrach, wybielania skrobi ziemniaczanej, białego cukru, obranych ziemniaków, mrożonych białych warzyw. Nawet w niskich dawkach mogą wywoływać zaburzenia oddychania i pracy przewodu pokarmowego oraz dreszcze, bóle i zawroty głowy, miejscowe obrzęki, a nawet arytmię. Dłuższy kontakt z tymi substancjami może spowodować spadek odporności. W wysokich dawkach są silnie trujące.

Azotany i azotyny stosowane są do utrwalania wyrobów mięsnych. Mogą one wywołać najwięcej konsekwencji zdrowotnych. Azotany są praktycznie nieszkodliwe dopóki w organizmie nie przekształcą się w azotyny. Substancje te spożywane w nadmiarze powodują reakcje typu alergicznego lub nietolerancje pokarmowe. We krwi na trwale utleniają żelazo hemoglobiny, a powstająca methemoglobina nie może oddawać i ponownie przyłączać tlenu, co prowadzi do niedotlenienia organizmu, a u małych dzieci nawet do zagrożenia życia.

Długotrwałe spożywanie tych konserwantów może wywołać anemię, zaburzenia łaknienia, trawienia lub spowodować degradację cennych składników pokarmowych. Najbardziej niebezpieczne jest jednak to, że w kontakcie z drugorzędowymi aminami przekształcają się w nitrozaminy, które w większości mają udokumentowane działanie rakotwórcze. Obecnie nie można jednak zaprzestać wykorzystywania azotynów i azotanów przy wytwarzaniu wędlin, kiełbas i konserw mięsnych, gdyż jest to jedyny znany konserwant, który zapobiega rozwojowi pałeczki jadu kiełbasianego. Można jedynie apelować do producentów o stosowanie ich w jak najniższych możliwych stężeniach.

Barwniki występują niemal w każdym, ładnie wyglądającym produkcie spożywczym. Żywność intensywnie kolorowa zachęca do jej zakupu i zjedzenia. Klient wybierze jogurt truskawkowy o różowym zabarwieniu, a ominie ten, który ma mniej zachęcającą barwę, chociaż każdy wie, że truskawki po obróbce termicznej stają się brunatno-czerwone.

To samo dotyczy cieszącego oko pomarańczowego napoju, syropów do drinków, niebieskiej, zielonej czy fioletowej galaretki, nienaturalnie kolorowych cukierków, lodów, kremów, posypek cukierniczych, czy lukru.

Producenci barwią również konserwowane owoce, marynaty, zielony groszek, czerwone ryby, sosy, ketchup, salami i inne czerwone kiełbasy, przyprawy, zupy i sosy w proszku, herbatę, żółte sery, masło, margaryny itd. Na domiar złego, uregulowania prawne dotyczące barwników są różne w poszczególnych krajach Unii Europejskiej. Na przykład dopuszczona przez Unię czerwień allura (E129), czerwony barwnik z grupy syntetycznych barwników azowych, jest zakazany prawem krajowym w Danii, Belgii, Szwajcarii, Szwecji i Francji.

Najwięcej kontrowersji budzi cała grupa stosowanych w żywności barwników azowych. W 2007 roku opublikowano wyniki badań dowodzących szkodliwego wpływu 6 barwników azowych na aktywność i koncentrację u dzieci. Dotyczyło to: tartrazyny (E102), żółcieni chinolinowej (E104), żółcieni pomarańczowej (E110), azorubiny (E122), czerwieni koszenilowej (E124) i czerwieni allura (E129). Od 2010 roku w Unii wprowadzono nakaz umieszczania na etykietach produktów zawierających chociaż jeden z tych barwników, informacji „może mieć szkodliwy wpływ na aktywność i skupienie uwagi u dzieci”.

Jak wykryć szkodzące nam substancje?

Czy w dobie takiej chemizacji pożywienia jesteśmy w stanie całkowicie wykluczyć szkodliwe dodatki z naszej diety? Jak wykryć te, które są dla nas najbardziej szkodliwe i na co głównie zwracać uwagę?
Wiadomo, że reakcje niepożądane pojawiają się z różnym nasileniem, w różnych sytuacjach. Czasami substancja określana jako szkodliwa, pewnym ludziom nie szkodzi, a czasami coś uznane za całkowicie bezpieczne może wywołać dyskomfort lub poważne dolegliwości zdrowotne.

Badaniem pozwalającym na określenie indywidualnej wrażliwości na niektóre dodatki do żywności jest test MRT (Mediator Release Test – Test Uwalniania Mediatorów), w którym poza 120 pokarmami ocenia się również 30 naturalnych i sztucznych dodatków do żywności. Dzięki wykonaniu tego testu możemy dowiedzieć się, której grupy „chemii” musimy bezwzględnie unikać.

W Polsce jest wielu Konsultantów Programu LEAP, prowadzących pacjentów po testach MRT, którzy pomagają w opracowaniu odpowiedniej diety.

Źródło: UiM (19)


Jagoda kosiorek 2Jagoda Koniarek 
specjalista dietetyki i żywienia człowieka, 
product manager w firmie ISO-LAB

Co powinna zawierać dieta młodego, uczącego się człowieka, by nauka jego była efektywna? Na pewno nie mogą to być ociekające tłuszczem fast foody, kaloryczne słodkości ani też słone chipsy i inne tego typu przekąski. Jadłospis naszych pociech powinien być zbilansowany, różnorodny i zawierać sporo owoców i warzyw.

Szkolny posiłek stanowi nieodłączny element zdrowego żywienia każdego dziecka, a miejsce na drugie śniadanie bezwzględnie musi się znaleźć w każdym plecaku. Oczywiście również obiady szkolne mogą być elementem zbilansowanej diety dziecka.

- Należy pamiętać o tym, że powinno ono zjeść jeden, podkreślam jeden obiad w ciągu dnia. Częsta spotykamy się z takim schematem – pierwszy obiad dziecko zjada w szkole, później czas spędza u dziadków, tam obowiązkowo jest zupa i drugie danie, a wieczorem w domu mama raczy maluchy obiadokolacją – mówi Remigiusz Filarski z Centrum Dietetyki Stosowanej.

Zdaniem specjalistów z zakresu dietetyki popularna skądinąd drożdżówka ze szkolnego sklepiku może być jednym z wielu elementów modelu żywieniowego dziecka, ale pod pewnymi warunkami.

- O tym czy jest zdrowa czy nie, decyduje ilość zjedzonych drożdżówek oraz ich skład. Jeśli drugie śniadanie dziecka wygląda tak: „Masz 2 zł kup sobie drożdżówkę” to wówczas mamy problem. Ale jeżeli raz w tygodniu dziecko pozwoli sobie na taki produkt, na pewno nic złego się nie stanie – mówi Radosław Majewski, z CDS. - Oczywiście otwartym pozostaje pytanie czy można wyprodukować dobrą jakościowo drożdżówkę za 1,5zł?

Cukier to cukier

Warto zwracać uwagę na to co piją nasze dzieci, bo to że sok owocowo – warzywny jest zdrowy w każdej postaci, prawdą oczywiście nie jest.

- Musimy zwrócić uwagę na to ile cukru zawiera kartonik czy butelka soku, który jest reklamowany jako super zdrowy i jedyny wskazany naszym pociechom. Bardzo często podajemy im wody smakowe, które są swoistą bombą kaloryczną, bo szklanka takiego produktu to ok. 40 kcal i 2 łyżeczki cukru – radzi specjalista z CDS.

Dietetycy podkreślają, by uważać też na tak zwane „zdrowe” słodycze, na których są etykiety, oznajmujące, że nie ma w nich cukru.

- Warto wiedzieć, że eliminacja cukru z receptury (np. zastąpienie go cukrem brązowym lub miodem) nic nie da... Pozostałe składniki recepturowe mogą być również dużym źródłem energii (mąka, płatki owsiane – 100 g to ponad 350 kcal, pestki i orzechy – 100 g to około 600 kcal) – wyjaśnia Radosław Majewski.

Burger + cola + frytki = samo zło

Grzechem najcięższym, jaki popełniają rodzice jest przyzwolenie na częste objadanie się burgerami. Solidna kanapka z bekonem i serem zamawiana w barze w ramach obiadu może zawierać aż 850 kcal. Jakby tego było mało to burgery sprzedawane są często w zestawie z napojem gazowanym (500ml - to 10 łyżeczek cukru) oraz frytkami. To zaś sprawia, że taki posiłek pokrywa w 70% dzienne zapotrzebowanie na energię dorosłego człowieka. W efekcie, chcąc przestrzegać limitu kalorycznego nie mamy już miejsca na inne posiłki – śniadanie, drugie śniadanie i kolację.

A przecież sposób na domowego burgera jest banalnie prosty. Wystarczy 100 – 150 g mielonej wołowiny, usmażonej na patelni grillowej, bułka typu ciabata (ok. 80g), dowolne warzywa, sos lub ketchup i danie mamy gotowe. Taka kanapka to niecałe 500 kcal, więc tyle, ile średnio dostarcza obiad w zbilansowanej diecie.

Przykładowy jadłospis dziecka:

Śniadanie:
Koktajl bananowo - orzechowy: 300-400ml mleka, jogurtu lub kefiru, średni banan, 2-3 łyżki płatków gryczanych, 2 łyżki masła orzechowego bez cukru – składniki zmiksować blenderem.

Obiad jednodaniowy:
Tortilla razowa z kurczakiem (1 szt.): Na rozgrzanej patelni teflonowej podgrzać tortillę (1 placek ok. 60g) do momentu aż skórka zrobi się chrupiąca, a ciasto jędrne. Na tortillę nałożyć pokrojoną w kostkę pierś z kurczaka (wcześniej przyprawioną i usmażoną na 2 łyżeczkach oleju) oraz dowolne warzywa np. mix sałat, cząstki pomidora/ogórka etc. Całość polać sosem jogurtowym (2-3 łyżeczki jogurtu naturalnego, czosnek, ewent. łyżeczka majonezu). Tortillę zwinąć zgodnie z instrukcja podaną na opakowaniu i jeszcze raz podgrzać na patelni. Kurczaka można zastąpić np. ok. 50-60 g. sera feta.

Podwieczorek:
Sałatka owocowa z pestkami dyni: pokrojone owoce, małe jabłko (skropić sokiem z cytryny), brzoskwinia, kilka malin, pokrojona gruszka, 2-3 łyżki pestek dyni, 2 łyżki otrąb pszennych, szklanka jogurtu naturalnego.

Kolacja:
Jajko pieczone w szynce: piekarnik rozgrzać do 220 stopni. Naczynie żaroodporne wysmarować odrobiną oleju. Na spód naczynia położyć 4 plasterki chudej szynki, wbić 2 jaja, przyprawić, zapiekać do pożądanego stopnia ścięcia jaj (ok. 10 – 15 minut). Jajka posypać szczypiorkiem. Kromka chleba razowego, dowolny dodatek warzywny . Herbata bez cukru.

 

Źródło: mat. prasowe

Studenci z Politechniki Warszawskiej, ogłosili niedawno, że ich zespół z Koła Naukowego Biotechnologów „Herbion” działającego przy Wydziale Chemicznym PW pracuje nad stworzeniem substytutu jogurtu na bazie prosa. Ma to być odpowiedź na pojawiające się na naszym rynku, ale wciąż drogie jogurty wykorzystujące w produkcji mleko kokosowe, ryżowe i sojowe zamiast tradycyjnego nabiału.

Główną motywacją badaczy było stworzenie na rodzimym rynku, nie drogiego i łatwo dostępnego substytutu jogurtów probiotycznych.

– Osoby, które rezygnują z nabiału, np. dlatego, że mają skazę mleczną i nie tolerują białek mleka albo decydują się na dietę wegańską, często odmawiają sobie jakichkolwiek produktów probiotycznych – mówi Cezary Piwowarczyk, jeden z członków zespołu – Probiotyki zaś mają bardzo pozytywny wpływ na stan naszego układu pokarmowego, czyli nasze zdrowie. Pomyślałem, że moglibyśmy spróbować jakoś je zastąpić – dodaje.

Jak tłumaczą członkowie zespołu, jako główny składnik badacze wybrali proso jest tanie i łatwo dostępne oraz ma wiele cennych właściwości. Ponadto jest bezglutenowe dzięki czemu również osoby, które mają celiakię czy alergię na gluten mogłyby bez obaw spożywać taki jogurt.

- Należy zaznaczyć, że gluten jest, zaraz po mleku, jednym z najczęstszych alergenów - wskazuje Klaudia Wojtachnio – Dodatkowo proso zawiera m.in. fosfor, krzem, żelazo, cynk czy witaminy B1 i B2. Ze względu na te ostatnie, nasz produkt byłby prawdziwą bombą witamin z grupy B, ponieważ bakterie zawarte w jogurcie również są w stanie je produkować.

– Niektóre badania wykazały, że proso zawiera związki, które wykazują zdolność obniżania cholesterolu, a także poziomu insuliny i glukozy we krwi – dodaje Cezary Piwowarczyk.

Żeby rozwijać swój projekt, studenci nawiązali współpracę z Instytutem Biochemii i Biofizyki PAN.

– Znajduje się tam analizator, który monitoruje przebieg fermentacji poprzez m.in. rejestrację pH czy zmian temperatury – wyjaśnia Klaudia Wojtachnio – Dzięki temu będziemy w stanie stwierdzić, jak dana kultura starterowa fermentuje nasz napój i ile to trwa. Pozwoli nam to ustalić właściwe warunki dla tego procesu i znacznie przyspieszy optymalizację produkcji.

Członkowie Koła Naukowego Biotechnologów „Herbion” myślą także o tym, by ich produkt był synbiotyczny, czyli łączył probiotyk (żywe mikrobiologiczne dodatki żywieniowe, korzystnie działające na organizm gospodarza poprzez poprawę równowagi mikroflory jelitowej) i prebiotyk (substancje stymulujące rozwój prawidłowej flory jelit, odporne na działanie enzymów trawiennych). To z kolei wiąże się z jeszcze większym skomplikowaniem całego procesu.

Stworzenie technologii, którą można by wprowadzić w produkcji produktu przeznaczonego na rynek, to kwestia miesięcy, a może nawet lat. Biotechnologia spożywcza bardzo prężnie się jednak rozwija i wciąż ma ogromny potencjał, który – co udowadniają studenci Politechniki Warszawskiej – można wykorzystać.

Nad projektem pracuje osiem osób: Klaudia Wojtachnio, Cezary Piwowarczyk, Anna Cieciuch, Maria Hayder, Joanna Jasińska, Agata Krosman, Urszula Mościbrodzka oraz Zuzanna Zając. Wszyscy studiują biotechnologię na PW.

 

Źródło: Politechnika Warszawska

Hashimoto to przewlekłe zapalenie tarczycy o podłożu autoimmunologiczny. Organizm chorego wytwarza nadmierną ilość przeciwciał, które są skierowane przeciwko antygenom tarczycy. Komórki tarczycy trwale się uszkadzają, a co za tym idzie, prowadzi to do niedoczynności tarczycy, która trwa całe życie. Niedoczynność tarczycy to oczywiście choroba, z którą można normalnie funkcjonować, niemniej jednak trzeba przestrzegać kilku bardzo ważnych zasad. Jednym z najważniejszych zaleceń jest dobra dieta przy Hashimoto. Dieta dla osób z chorobą Hashimoto musi być dobrana indywidualnie do danej osoby. Tylko to daje gwarancje powodzenia w późniejszym postępowaniu leczniczym.

Niedoczynność tarczyczy - czego nie wolno jeść?

Bardzo ważne jest, aby podczas dobierania diety uwzględniać wszystkie nietolerancje pokarmowe oraz alergie. Niestety większość osób chorych na Hashimoto ma problemu z alergenami. Najczęściej nietolerancja występuje na gluten, białka jajka kurzego, drożdże, krowie mleko czy białka pszenicy. Dieta w chorobie Hashimoto musi zakładać co najmniej cztery, albo pięć posiłków podczas doby. Bardzo ważne jest to, aby ostatni posiłek był spożyty około trzy godziny przed snem, dzięki czemu organizm będzie mógł utrzymać dobre tempo przemiany materii. Czego nie wolno jeść, gdy borykamy się z tą chorobą? Oczywiście z diety trzeba wykluczyć słodycze, gazowane napoje, gotowe dania i fast foody.

Choroba Hashimoto - co jeść?

Warto zadbać o to, aby żywność była jak najmniej przetworzona, a na talerzu chorego znalazły się naturalne produkty - chociażby świeże, sezonowe warzywa oraz owoce. Wskazane jest również spożywanie produktów, które posiadają w składzie węglowodany o niskim indeksie glikemicznym, dobre tłuszcze i pełnowartościowe białko.

Ile kalorii powinna zjeść osoba z Hashimoto?

Jadłospis wbrew pozorom wcale nie musi być ubogi i bardzo ograniczony. Dania powinny być skomponowane w oparciu o masę ciała i dopasowane do aktywności fizycznej i stylu życia danej osoby. Niestety osoby chore na Hashimoto i borykające się z tarczycą często mają problem z przemianą materii, a co za tym idzie prowadzi to do nadwagi i otyłości. Warto zadbać o to, aby posiłki dostarczały potrzebnych organizmowi minerałów i witamin, a przy tym były sycące i zdrowe.

Kluczowymi czynnikami dla osób borykających się z Hashimoto jest ilość spożywanych produktów. Chorzy powinni zadbać o to, aby w diecie znalazły się produkty z wysoką zawartością białka, które przyspiesza skutecznie metabolizm. Dodatkowo tyrozyna to składnik białek, które są niezbędne do wytwarzania hormonów tarczycy. Najlepszym źródłem białka jest drób, świeże ryby czy dobrej jakości mięso. Niewskazane jest spożywanie mleka - można je zastąpić np. napojem migdałowym. Chorzy muszą zadbać o większą ilość białka, a jednocześnie mocno ograniczyć ilość spożywanych węglowodanów.

Najlepszym rozwiązaniem jest wybieranie produktów, które posiadają węglowodany złożone, takie jak błonnik i składniki mineralne. Doskonałym rozwiązaniem są produkty pełnoziarniste, takie jak kasze, ryż brązowy czy pełnoziarnisty makaron. Nie można również zapominać o tym, że z diety powinno wykluczyć się produkty z glutenem, wybierać takie, które posiadają kwasy tłuszczowe nienasycone. Koniecznym elementem diety są też produkty, które posiadają w składzie jod, selen, cynk, witaminy, żelazo, probiotyki i przeciwutleniacze. Zaleca się spożywanie chudego mięsa, świeżych ryb morskich, żółtek z jajek, warzyw i owców, orzechów, grzybów. Nie zaleca się z kolei spożywania słonych przekąsek, białego pieczywa, fast foodów, słodyczy, żywności mocno przetworzonej, napojów gazowanych.

Lato, zwłaszcza takie gorące jak tegoroczne, to czas kiedy zjadamy ogromne ilości lodów. Czy należą one do grupy bezpiecznych słodyczy? Zdaniem dietetyków niestety tak nie jest. Dwie gałki lodów to około 250 kilokalorii, czyli tyle samo, ile zawiera pół tabliczki czekolady.

Przeciętny Polak zjada rocznie około 3 litrów lodów. Na szczęście to prawie 7 razy mniej niż mieszkaniec USA! Pocieszające jest też to, że coraz więcej osób ma świadomość tego, że połączenie zdrowej diety z jedzeniem lodów to nie najlepsze rozwiązanie na zaspokojenie głodu.

- Nie wolno jeść lodów bezkarnie. Między bajki należy też włożyć stwierdzenie, że lody przez swoją niską temperaturę wychładzają nasz organizm, który rzekomo musi wyprodukować więcej energii, aby ogrzać ciało, a więc jedząc lody wychodzimy na zero. Nic bardziej mylnego – wszelkie wątpliwości rozwiewa Radosław Majewski z Centrum Dietetyki Stosowanej. - Lody to bardzo kaloryczna przekąska.

A może chociaż sorbet?

Lodowa oferta w każdym sezonie kusi zwłaszcza najmłodszych. Jednak feeria barw lodowych gałek i świderków nie zawsze, a raczej bardzo rzadko, idzie w parze ze zdrowym odżywaniem.

- Jakimś wyjściem z sytuacji faktycznie mogą być sorbety, ale najlepiej te wykonane samodzielnie. Wystarczy zamrozić w silikonowej torebce ulubiony sok ze świeżo wyciśniętych owoców. Wówczas 100 mililitrów takiego lizaka lodowego będzie miało maksymalnie 45 kilokalorii i na taką przyjemność śmiało można sobie pozwolić – mówi Radosław Majewski z CDS i dodaje, że spożywanie lodów podczas diety redukującej masę ciała jest dozwolone, ale oczywiście w granicach zdrowego rozsądku.

A to ciekawe...

Lody wymyślono w Chinach za panowania dynastii Tang (618-907 p.n.e.). Robiono je z podgrzanego mleka krowiego i koziego, które następnie fermentowało. Tak powstała masa była potem zagęszczana mąką, mieszana dla aromatu z kamforą i chłodzona przed podaniem.

W 1860 roku we Włoszech został wyprodukowany pierwszy wafelek. Przepis na niego opatentowano dopiero 43 lata później. Co ciekawe, w 1904 roku podczas światowych targów w Ameryce syryjski sprzedawca wafli zaczął rolować je w kształt rożka, by pomóc sąsiadującemu z nim sprzedawcy lodów, któremu nieoczekiwanie zabrakło naczyń do podawania deserów.

 

Źródło: mat. prasowe

W ostatnich latach lekarze i dietetycy zmienili swoje zalecenia sprzed kilku lat – dziś nie polecają jadania ryb częściej niż dwa razy w tygodniu. Dlaczego? Zanieczyszczenie wód jest tak duże, że ryzyko, iż ryby które spożywamy mogą być szkodliwe dla naszego zdrowia, jest zbyt duże. Ale i całkowite wyeliminowanie ryb z naszej diety nie jest dobrym pomysłem. Na co więc powinniśmy zwracać uwagę kupując ryby i gdzie szukać dobrego dostawcy?

Powodów dla których ryby powinny znaleźć się w naszym jadłospisie jest kilka. Ich mięso przewyższa pod względem wartości odżywczych wieprzowinę, wołowinę i drób. Ich bardzo łatwo przyswajalne przez człowieka białko bogate jest w aminokwasy i tłuszcze będące cennym źródłem energii. Ponadto ryby bogate są w witaminy A (która poprawia kondycję skóry), D (wzmacnia kości i zęby) i E (usuwa z organizmu szkodliwe wolne rodniki). Ich mięso zawiera również duże ilości składników mineralnych takich jak: fosfor, siarkę, chlor, potas, sód, magnez, wapń, żelazo, a także mikroelementy: cynk, miedź, mangan i jod.

Najważniejsze jednak z punktu widzenia dietetycznego są ukryte w rybach kwasy tłuszczowe omega-3. Należą one do niezbędnych składników pożywienia, ponieważ nie mogą być syntetyzowane w organiźmie w ilościach zapewniających zdrowie. Dlatego musimy je dostarczać wraz z jedzeniem, a najbogatsze w nie są właśnie ryby. Naukowcy zaobserwowali, że kwasy omega-3 zwiększają objętość istoty szarej w tych obszarach mózgu, które odpowiadają za nastrój i zachowanie. A to oznacza, że częste jedzenie ryb powoduje poprawę nastroju i wpływa na dobry humor.

Regularne jedzenie ryb zmniejsza ponadto ryzyko wystąpienia wielu chorób i wzmacnia niektóre funkcje organizmu. Pomaga w profilaktyce miażdżycy i choroby niedokrwiennej serca. Zmniejszają bowiem stężenie trójglicerydów we krwi oraz jej krzepliwość, obniżają także ciśnienie krwi. Redukuje ryzyko ataku serca i chorób krążenia, a także wpływa na wzmocnienie odporności organizmu na stany zapalne, stres i depresję.

Warto też sięgnąć po ryby, gdy chcemy zrzucić wagę. Po pierwsze - nie są kaloryczne, po drugie - mają sporo potasu umożliwiającego usuwanie nadmiaru wody z organizmu. Natomiast kwasy omega-3 usprawniają pracę mózgu oraz zapobiegają wytwarzaniu nadmiaru leptyny (hormon wytwarzany w tkance tłuszczowej) i normalizują wskaźniki lipidowe krwi - co przyspiesza spalanie tłuszczu i ułatwia odchudzanie.

Tyle o zaletach.

fishy fishy 1369283

Niestety nie każda ryba jest równie zdrowa. Gatunki różnią się od siebie pod względem wartości odżywczych i nasycenia białka. Ponadto, ze względu na zanieczyszczenie środowiska w mięsie ryb znajduje się również wiele substancji niepożądanych: dioksym, pestycydów, metali toksycznych. Nie ma jednak powodów do wpadania w panikę. Ryby, które dostają się na polski rynek są regularnie badane i do większości sklepów nie trafiają te, w których stężenie substancji niepożądanych mogłoby zaszkodzić. Najgorszą opinię wśród dietetyków mają ryby importowane z Chin (mintaj i sola) oraz z Wietnamu (Panga i Tilapia). Mają one niską zawartość białka i nienasyconych kwasów tłuszczowych. Unikajmy ryb drapieżnych, które jedząc inne zwierzęta, akumulują toksyny. Im też ryba starsza, tym najczęściej zawiera więcej zanieczyszczeń np. tuńczyk żyje 30-40 lat, dlatego, żyjąc w zanieczyszczonych wodach może zgromadzić w organizmie wiele metali ciężkich - zwłaszcza rtęci, kadmu i ołowiu. Bezpieczniejsze są ryby mniejsze - śledzie, sardynki, makrele, flądry. Ze względu na dużą zawartość kwasów omega 3 polecany jest także łosoś. Oczywiście najzdrowszy jest ten pochodzący z łowisk naturalnych, a nie hodowlany.

Polecane są natomiast ryby pochodzące z polskich hodowli, zwłaszcza pstrąg oraz ryby morskie takie jak makrela, śledź, łosoś, które zwierają najwięcej nienasyconych kwasów tłuszczowych. Dieta rybna powinna być jednak zróżnicowana. Biorąc pod uwagę kryteria prozdrowotne i proekologiczne polecić można łososia pacyficznego i szprota (ryby tłuste), dorsza, czarniaka, morszczuka (ryby chude) oraz ze słodkowodnych pstrąga i karpia.

A jak poznać, czy ryba jest świeża? Po pierwsze: jej zapach powinien być delikatny a skóra napięta, gładka i błyszcząca. Skrzela powinny być różowe lub czerwone a oczy wyglądać jak żywe (nie zabielone). Płaty ryby nie mogą być pokryte śluzem lub zabarwione na brązowo. Pamiętajmy, że ryby z lokalnych połowów zawsze będą świeższe od tych podróżujących wiele kilometrów.

salmon sushi 1328173

Wiele kobiet chcących schudnąć szybko i skutecznie szuka w Internecie specjalnych diet. Wśród całej masy dostępnych na rynku propozycji, w ostatnim czasie dużą popularność zyskała dieta dr. Dąbrowskiej. To tak zwany dwuetapowy program odchudzania. Jej celem jest przede wszystkim oczyszczenie organizmu z toksyn i przywrócenie mu spokojnej równowagi wewnętrznej. Ale jak w zasadzie ona działa?

Czy dieta oczyszczająca dr Ewy Dąbrowskiej daje efekty?

Dieta owocowo-warzywna, którą oferuje dr Dąbrowska polega na dwóch etapach. Pierwszym z nich jest lecznicza głodówka, która trwa kilka, albo kilkanaście dni. Jej długość zależy od indywidualnych potrzeb. Po zakończonej głodówce drugim etapem jest zdrowa dieta - jej bazę stanowią produkty, które są mało przetworzone i typowe dla naszej szerokości geograficznej. Dieta oczyszczająca czyli tak zwana głodówka lecznica ma oczyścić i wzmocnić prawidłowe działanie organizmu. Pierwszy etap jest nazywany kuracją odtruwającą, a drugi dietą, która jest oparta na ziarnach, roślinach strączkowych, owocach oraz warzywach. Dr Ewa Dąbrowska mówi, że dieta oczyszczająca to cudowna dieta, która - tak jak nazwa wskazuje - pozwala organizmowi się oczyścić, a przy tym przywrócić organizmowi zdolności samoleczenia. Skutki uboczne to właśnie utrata zbędnych kilogramów, na której zależy tak wielu osobom.

Czy dieta warzywno-owocowa to dieta cud?

Pierwszy etap diety czyli głodówka uruchamia trawienie wewnętrzne (endogenne) - w momencie gdy odstawiamy węglowodany, białka i tłuszcze organizm szukając pożywienia pozbywa się złogów, zdegenerowanych tkanek i to właśnie je wykorzystuje jako źródło energii. Trawi nadmiar tkanki tłuszczowej, schorowane komórki i skumulowane przez lata w organizmie toksyny wraz z metalami ciężkimi. Głodówka jest jedyny skutecznym sposobem na doprowadzenie organizmu do prawidłowego funkcjonowania. Jeżeli chcą Państwo oczyścić organizm, a jednocześnie szukają diety, która nie jest uciążliwa to doskonałym wyborem jest dieta dr Ewy Dąbrowskiej. Efekty są zauważalne praktycznie od samego jej początku - podczas oczyszczającej głodówki można jeść tylko warzywa nisko-skrobiowe takie jak marchewki, kalafior, brokuły, cebula, ogórki, sałata, zioła oraz niskocukrowe owoce takie jak jabłka, grejpfruty, cytryny czy jagody. Najlepszym rozwiązaniem jest jedzenie ich na surowo. Skutki uboczne, które mogą się pojawić w pierwszym etapie diety to krótkotrwałe kryzysy, które są efektem odtruwania organizmu. Mowa tutaj o osłabieniu, nudnościach, wymiotach czy uporczywym bólu głowy. Po dokładnym oczyszczeniu organizmu można przejść już na zbilansowaną dietę, której podstawą będą nie tylko warzywa i owoce, ale także chleb razowy, produkty mleczne, kasze i ziarna. Zakazane jest oczywiście spożywanie żółtego sera, mięsa, kiełbasy, dżemów, słodyczy, picie alkoholu czy napojów gazowanych.

Dieta oczywiście nie jest odpowiednia dla kobiet w ciążu oraz kobiet karmiących, a także dla dzieci i młodzieży oraz osób z niedowagą. Nie może być również stosowana przez osoby, które chorują na cukrzycę, nowotwory, nadczynność tarczycy, depresję, anoreksję czy bulimię. Przed rozpoczęciem kuracji warto skonsultować się z lekarzem, który może ocenić to, czy jesteśmy gotowi na takie ograniczenie spożywanych przez nas posiłków. Konsultacja z lekarzem jest konieczna zwłaszcza wtedy, gdy na stałe przyjmujemy jakieś leki, a niedobór składników odżywczych mógłby w jakikolwiek sposób zaburzyć ich działanie.

Wraz z nadejściem ciepłych letnich dni pojawia się bogactwo sezonowych produktów. W lokalnych warzywniakach zapełniają się półki, a ulice i place pełne są, przyprawiających o zawrót głowy, straganów kolorowych od warzyw i owoców. W nas samych budzi się potrzeba zmiany stylu życia i odżywiania się na zdrowsze. Wyższa temperatura sprawia, że nasz apetyt naturalnie się zmniejsza, a chcąc czerpać jak najwięcej ze sprzyjającej aury, zaczynamy więcej się ruszać, spacerujemy, uprawiamy jogging albo wyciągamy rower z piwnicy.

Jaka jest najlepsza dieta na lato?

To pora roku idealna dla osób, które chcą zgubić zbędne kilogramy. Jak się odżywiać latem, tak aby efektywnie schudnąć, jednocześnie dostarczając naszemu organizmowi wszystkiego, co jest mu potrzebne do prawidłowego funkcjonowania podczas upałów? Nic prostszego. Jak wiemy, podstawą naszego odżywiania się powinny być warzywa i owoce spożywane pięć razy dziennie pod różnymi postaciami. A właśnie latem mają one najwięcej wartości odżywczych. Obfitość, różnorodność oraz przystępna cena warzyw i owoców sprawiają, że łatwiej nam skomponować pełnowartościowe posiłki. Warto więc nacieszyć się polskimi truskawkami, malinami, borówkami, wiśniami i czereśniami, które dostępne są tylko latem.

Warto też, żeby nasza dieta na wakacje zawierała marchewkę, która dzięki zawartości karotenów nada opaleniźnie głębszy odcień. Z warzyw i owoców możemy wyczarować fantastyczne chłodniki, sałatki, surówki a także sorbety, szejki i smoothies. Warzywa możemy wrzucić na grilla albo podjadać na surowo w formie przekąski. Nieprzetworzone, świeże warzywa i owoce, to najlepsza dieta na lato. A co oprócz nich?

Należy pamiętać, że lekka dieta na upał to podstawa naszego dobrego funkcjonowania, ponieważ dzięki niej organizm, i tak przeciążony już temperaturą, nie musi zużywać dodatkowej energii na strawienie ciężkiego pokarmu. Odstawmy tłuste, smażone potrawy i ciężkie sosy, a zamiast nich wprowadźmy kasze gruboziarniste, makarony i pieczywo z pełnego przemiału. Warto pamiętać, że te produkty zawierają węglowodany złożone, dające na dłużej uczucie sytości, a także błonnik, który usprawnia przemianę materii i pomaga w gubieniu kilogramów. Odpowiednich tłuszczów dodadzą nam oliwa z oliwek, olej rzepakowy oraz ryby morskie. Zawierają one witaminy z grup A, D, E i K oraz niezbędne dla nas kwasy omega-3.

Zadbaj o odpowiednie nawodnienie latem

Bardzo ważną kwestią jest zadbanie o odpowiednie nawodnienie organizmu. Podstawą jest woda (jeśli mineralna, to niegazowana). Jej dobroczynny wpływ na nasz organizm to, poza naturalnym uzupełnieniem płynów, także usprawnienie metabolizmu, oczyszczenie, regulacja pracy jelit oraz wyrównanie temperatury organizmu. Jeśli sam smak czystej wody jest dla nas nijaki albo po prostu chcemy ją urozmaicić, czy też zachęcić do jej picia dzieci, dodajmy plasterki cytryny, pomarańczy albo grejpfruta i dorzućmy też listki mięty. Dzięki tym dodatkom zyska ona bardziej orzeźwiający smak i stanie się zdrowszą alternatywą popularnych (i niezdrowych) wód smakowych.

Dieta odchudzająca na lato powinna obejmować w dużej mierze także wodniste owoce i warzywa (np. cytrusy, arbuzy, ogórki), dzięki którym nawodnimy się, a jednocześnie przyspieszymy detoks organizmu. Wspaniale sprawdzają się w tej roli także świeżo wyciskane soki owocowe i warzywne. Pragnienie skutecznie ugasimy również wodą kokosową, stanowiącą jeden z najlepszych elektrolitów na świecie, a także fermentowanym nabiałem, a więc kefirami, maślankami i jogurtami. Może się zdarzyć, że nasza idealnie rozplanowana lekka dieta na lato zostanie wystawiona na ciężką próbę. Ciepłe dni sprzyjają spotkaniom towarzyskim, wspólnemu grillowaniu i imprezom na świeżym powietrzu. Na urlopie jesteśmy rozluźnieni i łatwiej wypaść nam z regularnego trybu odżywiania. Niewiele wówczas potrzeba, by ulec pokusom takim, jak choćby alkohol, który jest istną bombą kaloryczną, słodkie napoje gazowane oraz ciężkostrawne jedzenie. Warto wówczas pamiętać, o szeregu zbawiennych skutków, jakie niesie ze sobą nasza letnia dieta, by nie stracić głowy i nie zboczyć z obranej ścieżki.

Pamiętajmy, że nasza dieta na wakacje nie musi być tylko letnią przygodą. Kiedy już będziemy wiedzieli, jak się odżywiać latem, a tajniki zdrowej, lekkiej kuchni wejdą nam w nawyk, dzięki odpowiednim modyfikacjom, będziemy mogli prowadzić zdrowy tryb życia przez cały rok.

Od dawna wiadomo, że nadmierne spożycie cukru może prowadzić do nadwagi i otyłości, a w efekcie do wielu chorób. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, że jest też jedną z głównych przyczyn starzenia się skóry oraz całego organizmu.

Niepozorna roślina, coraz częściej wykorzystywana w medycynie i kosmetyce - tak w skrócie można opisać aloes. Właściwości tej rośliny robią naprawdę imponujące wrażenie. Z tego powodu ogromną popularność zyskał w ostatnich latach sok z aloesu, który stał się ważnym elementem diety wielu osób w każdym wieku. Czy jednak rzeczywiście sok aloesowy jest aż tak wartościowy, jak wielu z nas się wydaje?

Facebook

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

APTOS BANNER FINAL

 

banerek 300 250 ETHEREAgrafika 300x250

banerek 300 250 INFINITY

Zatrzymaj Młodość TV

Baner